Logicznie wybrać jest wolność
Bo tak wolno, bo trzeba!
Nielogicznie martwą wybrać jest, zimną logikę
Skoczyć trzeba w głęboką, echem laną przepaść
Pofrunąć by za serca uderzeń skoczyć, pikiem
Z czoła myśli zedrzeć splątane i posupłane
pętające rozerwać ciasne stalowe wnyki
Słuchać w środku symfonicznej muzyki
Radosnej i głośnej
Rzucić zimę do kąta
Niech śmieciarka posprząta
I dogonić soczystą i zieloną rozbrykaną podmuchem sokiem wionącą wiosnę!
W zęby schwycić raz boskie, drgające uczucie
Mocno szczękę zaciskać i trzymać, ach trzymać
By przypadkiem, darmowo nie pozwolić zbiec mu
W ustach usta zachłannie jej splątać, spijać ciepła jej ślinę
Nektar jej sok jej najsłodszy blond młodego życia
Smakowanie zacząć i żucie
Brać garściami i jeść szybko, jeszcze gorącą
Chwiejnym krokiem nad chodnikiem pochwycić płynącą
Głupią, rozkojarzoną miłość
Bez mocnego wszak jej superkleju
Świata wcale by nie było
Nawet gwiazdę, jasną, boską literę skleiło
Z gwiezdnych gazów, rozproszonych po pustce samotnych
Nieodparte przyciąganie ku sobie, do siebie wzajemne ciążenie
A świat jednak ciągle ma znaczenie
I wysoko go znów cenię
I za jedno spełnienie
Gromem jedno śmiertelne trafienie
Umrę, martwy dam zakopać pod ziemię
Chwytam róże siwe na popiołach wzrosłe
Bez skrzywienia pożeram ich kwiaty
I kolce też łykam róż kłujące
Pełnymi rwę, zagarniam garściami
Słodki sok cieknie, i kapie czerwony
Z pocałunkiem płynie ust skaleczonych
Wyrzeźbiony osobiście Boga dłonią
Genialny tak ma biust
Wart bliskiego poznania
Odmaluję radosnymi jasnymi napiszę słowami
Błyskawiczny elektryczny jej mózg
Chłoszcze tysiącem rózg
Świetlistymi, ogromnymi prosto dźga mnie w oczy oczami
Patrzy prosto gdy na mnie
Miękki jak woda w wannie
Bąbelkami pachnącymi igliwiem spieniony,
Czystym tlenem, ozonem sycony
W dychę zdziwiony celnie trafiony
Zgłuszony, plącze krok się momentalnie
A w ogniwach wzbudzony wartki prąd rwący płynie
Miłość dana dziewczynie
Jak sportowej maszynie
Poleruje słońcem mi czyste niebo
Zwodować i utopić tą miłość chyba
Miłość trzeba głupią zwdwać zatopić
To ważne nigdy nie przetrzeć wprost w oczy
W młodym wykąpać winie
Ze świeżych winogron mocne uderza wino
wyciśnięte pocałunkiem
Bzyczy już płynie
Wali prosto do głowy
Świeci noc jasna setką gwiazd supernowych
Znowu lekki, znów jasny, znów zdrowy
Bez Ciebie żałosny zgrzyt dźwięczy
Zębów trzeszczących zwartych i zaciśniętych
Skowyt płynie, płynę ja jak skowyt