Thursday, April 25, 2024

Entropia

Entropia
Wycieramy się...
Dziurawe dżinsy
I stare cegły
W starym murze
Niezwiązane zaprawą
Zgniłe wypadają zęby
Jak asfalt
Najpierw gładki i lśniący
Nagle spękany, zmęczony, szary
Zmęczone są oczu źrenice
Jakże my się męczymy!
Blakniemy
Łuszczymy się
Płatami
Odłazi ze ściany farba
Młodzieńczych marzeń
Duchów płyną korowody
Trupów twarze
Czarno białe zasiedlają zdjęcia
Sprane ich grymasy
Sprane westchnienia
Wiatru przygnały
Wydmy pustyni
Nad ruiny
Umilkły Trąby Jerycha
Runęły jego mury
Dawne historie
Dawno minęły
W mądrych mieszkają księgach
Umarli bohaterowie
Płowieje stara krew
Potok wypłukał rdzawy kurz
Erozja rzeźbi kontynentom zmarszczki
Śledzą garbaci okularnicy
Tropy wymarłych gadów
Z pędzelka strzelbą
Wskroś przez wapienne skały
By suche trofea z kości
Do stóp rzucić
Muzeom
Las oddycha szumem
Pradawnych oceanów
Nowe je napełnią łzy
Jak deszcz
Rozpaczał kiedyś kosmos
Lodowymi kroplami komet
Z policzków młodego słońca
Starł radość
Wydoroślała niewinność
Dość, dość, dość!
I nienawiść zwiędła
Uwiąd panuje starczy
W pustych parkach
Gdzie liście żółkną, gdzie brązowieją
Tam beznamiętnie w alejce leży
Martwa namiętność
A kiedyś cały płonął od niej świat
Popioły wystygłe zostały
Zimne zostały zgliszcza
Także i je rozegna wiatr
Proch gorzki i gorzki pył
Popiół do popiołu, rdza do rdzy
Rude stalowe dźwigary
Ramiona zwiotczałe mostów
Przez wyschłe rzeki
Spinających brzegi
Pomiędzy wczoraj i dziś
Między tobą a mną
Mkną ulicami miast nocą
Duchy dorożek
Ciemne szyby odbijają echa
Gazowych lamp
Matka we wspomnieniach się krząta
Jak po kuchni
Olimp już nie gości bogów
Nie Zeus już, nie Thor
Różnica dziś potencjałów
Z chmur gniewnie piorunem ciska
Gdzieś pod wieczną zmarzliną
Kroczą stadami
Zimne mamuty
Przecinki kreśląc czarne
Wciśnięte gdzieś pomiędzy
Niebo, jesień i zimę
Odleciały ptaki
W moim sercu się tłucze
Zgasła gwiazda
Entropia, kurwa!
Samotnie ona mieszka
W gnieździe
Uwitym z wieczności Stanisław Miłkowski Warszawa 25.02.2025
Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE