Thursday, February 27, 2025

Logicznie wybrać jest wolność

Bo tak wolno, bo trzeba!

Nielogicznie martwą wybrać jest, zimną logikę

Skoczyć trzeba w głęboką, echem laną przepaść

Pofrunąć by za serca uderzeń skoczyć, pikiem

Z czoła myśli zedrzeć splątane i posupłane

pętające rozerwać ciasne stalowe wnyki

Słuchać w środku symfonicznej muzyki

Radosnej i głośnej

Rzucić zimę do kąta

Niech śmieciarka posprząta

I dogonić soczystą i zieloną rozbrykaną podmuchem sokiem    wionącą wiosnę!

W zęby schwycić raz boskie, drgające uczucie
Mocno szczękę zaciskać i trzymać, ach trzymać
By przypadkiem, darmowo nie pozwolić zbiec mu
W ustach usta zachłannie jej splątać, spijać ciepła jej ślinę 
Nektar jej sok jej najsłodszy blond młodego życia

Smakowanie zacząć i żucie

Brać garściami i jeść szybko, jeszcze gorącą

Chwiejnym krokiem nad chodnikiem pochwycić płynącą 

Głupią, rozkojarzoną miłość

Bez mocnego wszak jej superkleju 

Świata wcale by nie było

Nawet gwiazdę, jasną, boską literę skleiło 

Z gwiezdnych gazów, rozproszonych po pustce samotnych 

Nieodparte przyciąganie ku sobie, do siebie wzajemne ciążenie

A świat jednak ciągle ma znaczenie 

I wysoko go znów cenię

I za jedno spełnienie

Gromem jedno śmiertelne trafienie

Umrę, martwy dam zakopać pod ziemię

Chwytam róże siwe na popiołach wzrosłe

Bez skrzywienia pożeram ich kwiaty 

I kolce też łykam róż kłujące 

Pełnymi rwę, zagarniam garściami

Słodki sok cieknie, i kapie czerwony 

Z pocałunkiem płynie ust skaleczonych

Wyrzeźbiony osobiście Boga dłonią

Genialny tak ma biust

Wart bliskiego poznania 

Odmaluję radosnymi jasnymi napiszę słowami 

Błyskawiczny elektryczny jej mózg

Chłoszcze tysiącem rózg

Świetlistymi, ogromnymi prosto dźga mnie w oczy oczami

Patrzy prosto gdy na mnie

Miękki jak woda w wannie

Bąbelkami pachnącymi igliwiem spieniony, 

Czystym tlenem, ozonem sycony 

W dychę zdziwiony celnie trafiony

Zgłuszony, plącze krok się momentalnie

A w ogniwach wzbudzony wartki prąd rwący płynie

Miłość dana dziewczynie

Jak sportowej maszynie

Poleruje słońcem mi czyste niebo

Zwodować i utopić tą miłość chyba 

Miłość trzeba głupią zwdwać zatopić
To ważne nigdy nie przetrzeć wprost w oczy

W młodym wykąpać winie

Ze świeżych winogron mocne uderza wino
wyciśnięte pocałunkiem 

Bzyczy już płynie

Wali prosto do głowy

Świeci noc jasna setką gwiazd supernowych

Znowu lekki, znów jasny, znów zdrowy 

Bez Ciebie żałosny zgrzyt dźwięczy 

Zębów trzeszczących zwartych i zaciśniętych 

Skowyt płynie, płynę ja jak skowyt

No comments:

Post a Comment

Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE