Sunday, February 23, 2025

Tu Mieszka Koniec

Tu Mieszka Koniec Czy koniec świata Za szybą mglistą Jeśli pokryje Czarne źrenice Zliczysz w oddechach Go swoich wszystkich Kiedy ostatni oddech naliczysz Może napotkasz Go w zbiorze pustym Jak przekonują martwi logicy Teoria kreśli go mnogości Dziura w matematycznej ciągłości Zero, artefakt wredny obliczeń? Leży za zdarzeń on horyzontem W osobliwości czarnej dziury? Dojdzie tam każdy pielgrzym odważny Radioaktywne przebiwszy chmury Zaś kosmologia dowody ma Promieniowanie go skrywa tła Filozoficzny Tka się sam wątek Jednym jest koniec i początek Krawędź przycięta W Wielkim Wybuchu Nosi ją wszechświat Wrzód w tłustym brzuchu Biały Szum Myśli Stworzenia zorze Na rozstrojonym telewizorze Tak szepczesz do nas
Ukryty Boże
Słów Twoich ciekaw
posłuchać może
Najdoskonalszy rym
z wszystkich złożeń
Drzewa stworzenia
Rozległy korzeń
Wiersz który pieści
ucho i oko
Dojrzany nisko
tkany wysoko
Nie z ksiąg czytany
Nie na ambonie
Wprost z kineskopu
Modlitwa płonie
Na nieskończoność
mam ogniskową
Brzeg rzeczy dojrzeć
w treści losowej!
A może koniec
jest świata tam
Gdzie nie dobieży
giętka myśl
Zaświadczy każdy
o końcu nam
W wiatru podmuchach
tańczący liść
I tylne światła,
wzruszeń łykanie
Ręka co macha
na pożegnanie
Przemarzłe krzesła
na pustym ganku
Ślad namiętności
dawnej kochanków
I na policzku
niestarta łza
Raniący zimny
okruch szkła
Puste ech pełne
kiedyś mieszkanie
Samotnie żute
rankiem śniadanie
W koszu z bielizną
śpi brudne pranie
Ty końcem świata
jesteś kochanie!
Ciebie bym wolał
jeść na śniadanie
Ty napełniałaś
echem mieszkanie
Do czysta prałas
ty brudne pranie
Już przytuliłaś
na niespotkanie
Stukot pociągu
kół na rozstanie
Jeszcze perfumy
czuć twoje tanie
W światła schwytany
Jak z lasu Daniel
Na szczotce został
blond jeden włos
Oczy czerwone mam
Cieknący nos
Szminki stempelek
Duch na poduszce
W niezaścielonym ślad
Ciała łóżku
W lustrze w łazience
powidok twarzy
Twarz w mlecznych kliszach
odbita marzeń
Teraz rozumiem
szukałem wszędzie
Innego końca świata
nie będzie
Innego końca świata
nie będzie

Tu Mieszka Koniec

Czy koniec świata za szybą mglistą
Jeśli pokryje czarne źrenice?
Zliczysz w oddechach go swoich wszystkich
Kiedy ostatni oddech naliczysz?
Może napotkasz go w zbiorze pustym
Jak przekonują martwi logicy?
Teoria kreśli go mnogości
Dziura w matematycznej ciągłości
Zero, artefakt wredny obliczeń!
Leży za zdarzeń on horyzontem
W osobliwości Czarnej Dziury?
Dojdzie tam każdy pielgrzym odważny
Radioaktywne przebiwszy chmury...
Zaś kosmologia dowody ma
Promieniowanie go skrywa Tła
Filozoficzny wrzucam tu wątek
Jednym jest koniec, jednym początek!
Krawędź przycięta w Wielkim Wybuchu
Nosi ją Wszechświat wrzód w tłustym brzuchu
Biały Szum, Myśli Stworzenia zorze
Na rozstrojonym telewizorze
Tak szepczesz do nas Ukryty Boże
Słów Twoich ciekaw posłuchać może
Najdoskonalszy rym z wszystkich złożeń
Drzewa stworzenia rozległy korzeń
Wiersz który pieści ucho i oko
Dojrzany nisko, tkany wysoko
Nie z ksiąg czytany, nie na ambonie
Wprost z kineskopu modlitwa płonie...
Na nieskończoność mam ogniskową
Brzeg rzeczy dojrzeć w treści losowej!
A może koniec jest świata tam
Gdzie nie dobieży giętka myśl?
Zaświadczy każdy o końcu nam
W wiatru podmuchach tańczący liść
I tylne światła, wzruszeń łykanie
Ręka co macha na pożegnanie
Przemarzłe krzesła na pustym ganku
Ślad namiętności dawnej kochanków
I na policzku niestarta łza
Raniący, zimny okruch szkła
Puste ech pełne kiedyś mieszkanie
Samotnie żute rankiem śniadanie
W koszu z bielizną śpi brudne pranie
Ty końcem świata jesteś kochanie!
Ciebie bym wolał mieć na śniadanie
Ty napełniałaś gwarem mieszkanie
Do czysta prałaś ty brudne pranie
Już przytuliłaś na niespotkanie
Stukot pociągu kół na rozstanie
Jeszcze perfumy czuć twoje tanie
W światła schwytany jak z lasu Daniel
Tylne przekrwione tęczówki biesów
Mgła roztopiła lampy ekspresu
Dworcowy głośnik obwieszczał krzykiem
Że cię nie ujrzę, staję się nikim!
Na szczotce został blond jeden włos
Oczy czerwone mam cieknący nos
Szminki stempelek, Duch na poduszce
W niezaścielonym ślad ciała łóżku
W lustrze w łazience powidok twarzy
Twarz w mlecznych kliszach odbita marzeń
Teraz rozumiem, szukałem wszędzie
Innego końca świata nie będzie...
Innego końca świata nie będzie!

Warszawa 23.02.2025


No comments:

Post a Comment

Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE