Sunday, February 23, 2025

Ha!

Ha!

Ha! Rzeczywistość źródłem nonsensu
Zupa cedzona przez źrenic sita
Myśl na sto metrów między uszami
Ściga na przełaj się z emocjami
W klaserze mości ze wspomnieniami
Półkule wchodzą z sobą w konsensus
ID lisia ego łaskocze kita
Absurdu przypływ na gałki oczne
Światła księżyca cień już za oknem
Wpłynął galeon z żaglem srebrzystym
Na oceanu wody snów mgliste
Rafy koszmarów mija, mielizny
Ślepy go wiedzie los krzywym torem
Duch dnia przeszłego nawigatorem
Szarpią świadomość hien czarnych zmory
Mentalne rzeźbiąc na duszy blizny
W pościeli skacze ciało jak korek
Trzepoczą dłoni wiosła, na czole
Szlachetną rosą skrapla się pot
Łoskocze w żyłach kowalski młot
Między sklepieniem czaszki, skroniami
Trwa morska bitwa, z dział, symbolami
Wprost w osobowość walą okręty
Jak kruki kłębią się dymu męty
Lecz świtu widać już brzeg zaklęty
Rośnie las masztów, martwych drzew ściętych
Nocy poprzednich parkują wraki
Przez białą kołdrę wiodły ich szlaki
W ładowniach wiozły poranek złoty
Nagle zbudzony plączę sie, plotę
Światło niebieskie w tęczówki wali
Szare jak granit, jak z szarej stali
Dnia absurdalna nierzeczywistość
Gładzi, układa w porządku myśli
Dłoń zbiera razem do kupy włosy
Z czoła zagarniam srebrzystą rosę
Po ścieżce biegnąć, po ostrzu kosy
Przez zboża kłosy w mrok nowej nocy

Warszawa 23.02.2025

No comments:

Post a Comment

Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE