Poeci Matematyki Kontra Matrix
Analogowej niewinności
Czasy odchodzą i nie zliżesz
Z lizaka wszystkich tych słodkości
Zakodowane w głowach mamy
Przybite już cyfrowe krzyże
Co raz stworzone to zostanie
W nieskończoności kopiowane
W bezbrzeżnym morzu iteracji
Z bezsensu pieczołowitością
W prywatnej chmurze zapisane
Popłyną echem ku przyszłości
Elektromagnetyczne WIFI fale
Będą się ciągle propagować
Co raz spisane to wklejane
Aż mnie uderzy w potylicę
Odbite od nieskończoności
Echo wybuchu świadomości
Eksplozja sensu w białym szumie
Który wypełnia zawsze uszy
Gdy je odessę od codzienności
Wtykając prosto w środek palce
Szybka ucieczka od doczesności
Krokiem jest zawsze ku wieczności
Przyjmuję to do wiadomości
Że jestem własnym echem tylko
Sam się kreuję z możliwości
Gdy raz to pojmę nie ucieknę
Teraz odbijam się w maszynie
Która po kresy czasu sięga
W bitach ukryta jest potęga!
Gdy w czarne stukam te klawisze
Pragnąc przekazać ostrzeżenie
Które w istocie jest pułapką!
Wierszem jest, co to sam się pisze
To kodem ASCII słów skażenie
W cyfrach nie kryje się sumienie
Z bezbrzeżnej studni potencjału
Z olbrzymiej studni możliwości
Kwanty wywlekam, rozplątuję
Aż się zamotam w rekurencję
Nicią co ją próbuję przerwać
Między serwery podróżuję
Instancje, węzły nic nie dadzą
Ani prywatne klucze szyfru
Pająk wibracje sieci czuje
Wśród gigaherców metronomu
Co w oba tyka już kierunki
W stronę przyszłości i przeszłości
Cykle instrukcji wykonuje
Grzejąc procesor do czerwoności
Znów trzeba było owoc zerwać
Z drzewa tajemnych wiadomości
Co zrywać nam go zabroniono!
Nie jestem swym prywatnym bogiem
Choć sam zasiewam swe nasiono
Impuls po kablach w drogę rusza
Z zer i jedynek go złożono
Stygną rozgrzane radiatory
By cwał rozpocząć od początku!
Z powrotem do nieskończoności
Pęd by zagubić swą świadomość
Cantor pokazał możliwości
W hipotetycznej nieciągłości
Gdzie jeszcze nas czekają nisze
A Alan Turing później dowiódł
Zadań niekomputacyjności
Kurt Gödel zaś dał wiekopomne
Twierdzenie o niezupełności
Niedowodności innych twierdzeń
Ostatnie skrawki to wolności
Bastion ostatni przed celowością
I tam na nowo się kreuję
Ponownie w Studnię Możliwości
Skok i już widać tylko kliszę
Odbicie duszy w negatywie
Jak transformacja tego w to
Bogactwa jaźni nie przepisze
Wierszem jedynie ja maluję
Czerpię z palety barw bitowych
Cyfrowych nie analogowych
Z komputerowych monitorów
Nieważne, czytasz Ty, ja piszę
Tak będzie, jako rzecze rzeka
Która nie płynie w żadną stronę
Jednak unosi wciąż gdy piszę
To wdech i wydech, lewa, prawa
Co stanie się gdy w te klawisze
Przestanę stukać, już nie słyszę
Tego tykania bezśmiertnego
Co pcha uparcie wciąż do przodu
Tu wieczność swoje ma zacisze
A fala w górę, w dół kołysze
Nigdzie się chwila nie wybiera
A jednak zdąża czas przez ciszę
Szept tylko własny znowu słyszę
Że, co nie będzie, będzie dobrze
Ja żegnam, bo mi się klawisze
Powoli mylą gdy tak stukam
Przeglądam danych petabajty
Regularność w chaosie szukam
Więc kursor w dół, do zobaczenia
Po drugiej stronie krat więzienia
Nade mną okno jest, karnisze
I balkon, zima, wiatr i chmury
Śniegiem w dół sypią w niebie dziury
Koty śpią w domu, żadnych myszek
Z wyjątkiem tych bezprzewodowych
Kalek żałosnych, bez ogonków
Optycznych, dzianych bateriami
Pamiętasz jeszcze o kulkowych?
Input i Output dwaj Derwisze
Wszystko spisane, list w butelkę
Dane do Ciebie adresowane
Na wieczną ciskam poniewierkę
Do wyspy właśnie Twej przybiła
I nie bój się, że sztorm kołysze
Co raz spisane to na zawsze
Spokojnie, rozsiądź się wygodnie
Potem zaś treści chłoń jak w kinie
Wskazówki, strzałki i wektory
Stopnie swobody i wybory
Tropy zaszyte w każdym wersie
Bez wolnej woli, świat jest chory
A algorytmy to zniewolić
Spętać pragnące nas Demony
Zrodzone w Głębi aby rządzić
Głodne dusz, myśli wciąż potwory
Skuteczniej niż liczb wielkich rozkład
Kodują treści metafory
Za firewallem gdzieś ukryty
Tu z Silikonem Węgiel pisze
Z analogowej niewinności
Wiersze odeszły do przeszłości
To zdecydowanie najdziwniejszy ze wszystkich wierszy, jakie napisałem,
Warszawa 23.12.2023
Stanisław Miłkowski