Saturday, January 7, 2023

Kielich

Kielich


Słoneczko nie świeci ni księżyc też

Z chmur szaroburych szary pada deszcz

Z lewej na prawą wiatr chmury gania

To Pan na niebie pisze równania

Skłębione, światłem przypudrowane

Nieoczywiste mówi kazania

Tylko wybrani są do odczytania 

Słowa tak wzniosłe aż pęka bania

Czemu mi Boże czosnek poryłeś?

Czemu wrażliwym mnie uczyniłeś?

Czemu czytania mnie nauczyłeś?

Zabierz ten kielich, Ty go nie piłeś!

Piołunem czystym mnie napoiłeś 

Na bicze głupców mnie wystawiłeś

Koronę z cierni mi nałożyłeś

Z pustki w istnienie skoczyć zmusiłeś 

Krzyż na ramiona posadowiłeś 

Zboczem Golgoty poprowadziłeś 

Ja nie uniosę tego ciężaru

Daj mi skosztować choć z pucharu

Czystego wina kropel kilka

Nie każ barankiem być gdzie wilki

Zdejmij ten ciężar, bolą ramiona

Bądź blisko mnie, gdy syn Twój kona

Żegna ze światem się zepsutym

Bosego mnie Panie odziej w buty

Wyzwól od plucia i od wstydu

Pozwól mi spocząć z gwiezdnego pyłu

Z czystego światła w gnieździe uwitym

Nich pamiętają chociaż do świtu

Wednesday, June 16, 2021

Odeszłaś II

Odeszłaś II

Czemu tak bardzo, bardzo boli
To co nie miało boleć wcale
Nawlekam mój ból na zimną żyłkę
Jak cenne zbieram go korale
Gdyby to "żegnaj" tak nie rwało
Miłość nie miała by znaczenia
W dupie znaczenie mam miłości
Rozpacz mnie łupie do samych kości
Boli że ciągle dźwiga mnie ziemia
I w ciemnym znikam, brudnym kanale
Łzą chcę po twym policzku spłynąć
Pragnę cię chlebem karmić czarnym
Zamiast promyczka słońca przychylić
Niebo co czarne jak me myśli czarne
To wcale przecież miało nie boleć
I rzucić miałem cię jak skarpetki
Z ulgą, bez żalu, znoszone, stare
Tak się gra w życie, rosyjską ruletkę
Coś mi tam w głowie uczyniła
Ty jędzo, wiedźmo, czarownico
Łzy wypełniają, zalewają oczy
Krzywiony bólem mam policzek
Chcę cię zapomnieć, nie pamiętać
Nie chcę by do krwi kłuło mocno
A znowu dojrzeć czyste, jasne niebo
Przez świeżo, szeroko uchylone okno
Nie chcę cię, nie dla ciał jedności
Twojej znów rzeźbić miłością twarzy
Niech zapamiętam cię suką wściekłą
Zabij tą miłość w pożegnalnym darze
Lepiej będzie z tamtym co wymyśli Tobie
Zaplanuje ci życie, troską otoczy stałą
Świat mi nie leży, ja światu bardziej
Żarłocznie pragnę zapomnieć mą małą
Uwolnij wreszcie, błagam mnie od siebie
W grobie tylko znajdę spokój święty
Niech tylko złe zostaną wspomnienia
Czarne odmęty, w nich spienione męty
Znieść tego nie chcę, nie mogę wcale
Nie będę płynął, ja odmawiam
Chcę przestać ruszać nogami, rękami
Na dnie już wolę leżeć mulistym
Z żywym mi mięsem wyrwałaś rany
Wiem, że nie cenisz moich wierszy
Wiem że i tego też nie docenisz
Zawsze wolałaś gruby portfel typów
Co to jak szmatą wytrą tobą ziemię
Już więcej pisać nie potrafię
Za ciemno i za bardzo boli
Jedno na koniec jeszcze wyznam
Naprawdę istnieć nie mam woli
Kłamałem, że mnie to pierdoli


Monday, November 23, 2020

To Ja

To Ja

Cicho staw wysechł, umarły szuwary
Choć się bezkresnym zdawał oceanem
Niektórzy znają tylko smutek, ciemność
I krew i rany cęgami szarpane

Wrogom najgorszym tego nie pożyczę
Co los sam, troskliwie mi przynosi w darze
Groteską czystą naznaczone życie 
Tragedią, bólem, szyte z pustych marzeń

Bożą zabawką jestem, lecz zepsutą
Druty sterczą, wystają na lewo i prawo 
Sprężyny, tryby z napędu przepadły
Żałosna konstrukcja zużyta zabawą

Rażony trup młotem mej własnej głupoty
Ja, truchło, świadectwo swych zachłannych gonitw
Zniszczony pogonią za zgubnym pragnieniem
By zgubić sam siebie, wstyd i ból zapomnieć! 

A jednak pamiętam nieudane święta 
Leżał strach na stole na miejscu opłatka
Ojciec, wtedy wypił truciznę przeklętą 
Za jego śmierć winę wziąłem na łopatki

Za śmierć jego winę wraz z rozpaczą niosłem
Dziesięć lat i oczy, szare łzami sprane 
Ja trumny ojcowej kurczowo chwycony
A kondukt przecinał wpół pochmurny ranek 

Dlaczego umarłeś i nie ma cię obok? 
Zamiast dzieci, żony miałeś swoją wódkę
Czemu życia nasze piętnowane strachem 
Na dokładkę ostrym przeorałeś smutkiem? 

Po co stęplowałeś mi czoło rozpaczą? 
Czemu moją rękę łatwo tak puściłeś? 
Zapach na ubraniach zostawiłeś tylko 
Mężczyzną mi pomóc zostać nie zdążyłeś

I odtąd podszyte kompleksami, liche
Na zgarbione plecy zarzucałem płaszcze 
Pragnąłem zapomnieć, zamiast patrzeć w lustro
W koszmarną, szczerzącą wprost się we mnie paszczę 

Nienawiści większej i pogardy większej 
Nie wyhodowałem nigdy do nikogo 
Niż do bytu który poruszał mi ręce 
I chciał rozpaczliwie zaprzestać być sobą 

I żywię się gorzkim wstydem i palącym
Nienawidzę, gardzę uciekam od siebie 
I boję się świata, staję niewidzialny
A jak nikt potrafię sztuczne tworzyć nieba

Nie zasłużę na nic, nie jestem wart więcej 
Niż pogardy, litość to moja zapłata 
I gotowy jestem zacierając ręce
Za grosz akceptacji ścierką być i szmatą

To słowa o wojnie mojej by zapomnieć, 
Wielokroć przegranej obolałym świtem
O upadku z euforii zdobytego szczytu 
W otchłań w rozpostarte przestrzenie niebytu

Malowane rozpaczą, wyścielone ciszą 
Wyżłobione bólem, śmierć tu towarzyszem

Za cenę poznania tego co wysoko
Własnoręcznie Odyn wyłupił swe oko
A ja odkrywając sekretne rozkosze
Wyrzuciłem całe życie wprost do kosza

Wszystko najważniejsze, zamienione w śmieci
Miłość, przyjaźń, codzienność, zdrowie, niemal życie 
By znów stać się, by istnieć, pięć lat tkane z cierpień 
Mozolny, długi powrót w koleiny bycia

Trajektorię zmienić w boskiej nie w mej mocy
Nadal śmierć smakuję z największą rozkoszą
Po cichu, kawałkiem, rozpływam się, znikam
Blady okruch raju, motyl wprost do nosa

Co mi w latach dziecinnych podarował ojciec
Bliskim daję, za miłość zsyłam rany, męki
Kolejne swe porażki do klasera wkładam
Śmierci, zimnej kochanki nie odtrącam ręki

Ponury, jesienny bezkres nad dachami
Niech przyjmie wyznania, co krojone z mroku
Choć litości dla mnie nie miały niebiosa
Zapłacze nad mym losem, deszczem chmury oko

Unieś Głowę!

Unieś Głowę!

Więzieni w klatach ze sztucznego światła 
Niezdolni dostrzec cudu nad głowami
A on tam błyska, od zawsze nas woła 
Jesteśmy wszyscy dziećmi pod gwiazdami 
Niby mrugną czasem, zimne, obojętne
Nasze westchnienia mają całkiem za nic
Dostojne, dziewicze, jaśnieją dalekie
Absolut w misę nieba z agatu schwytany
Kotwice kute z blasku, kręgosłup kosmosu
Odpryski ręką Boga, z wieczności łupane
Skończone one piękno, tęsknota, marzenie
W serce ostro wbite najczystszym zachwytem

Monday, November 9, 2020

Słowo Dla Ciebie

Słowo Dla Ciebie

Przyszedłem człowieku dać ci dobre słowo
Abyś znowu muru nie rozbijał głową
By Cię podnieść z grobu, odrodzić na nowo
Z krwi i cegieł pyłu otrzeć czoło, głowę
Leczyć ciężko chorych, bliźnić duszy rany
Na nowo pozszywać życia poszarpane
By podać Ci rękę, postawić na nogi
Podnieść gdy za ścierkę robisz do podłogi
Dam Ci własną siłę, ciężkie zdmuchnę smutki
Ukołyszę lepiej niż butelka wódki
Utulę Cię do snu, nadzieją wykarmię
Tą świętą komunią, wszystkie barwy czarne
Muśnięte jej blaskiem w kolory się zmienią
Barwny rój motyli, liść złoty jesienią
Myśli się zapienią - bąbelki w szampanie
Niby ptasie piórko leciutki się staniesz
W oka jedno mgnienie ulecisz pod chmury
Przenajczystszą ulgą wzniesiony do góry
Właśnie stamtąd widać wszystko jakby lepiej
A kiedy powrócisz, na nowo ulepię
Piękniejszym, pełniejszym uczynię człowiekiem
Z głębi chłodnych studni napoję mądrością
I chlebem nakarmię i życiem - miłością
Bowiem ten co kocha, zniesie trud i rany
Prosto w twarz się śmierci spojrzy roześmiany
To nie grawitacja, miłość wszechświat spaja
Rozrywa kajdany, wolnością upaja
Biała gołębica przegoni sokoła
Wzleci wyżej orła, ma skrzydła anioła
Ona potężniejsza nad wszystkie mocarze
Każde schodzisz buty, gdy w drogę rozkaże
Dojdziesz jeśli trzeba, hen do świata kraju
Znajdziesz co zgubiłeś, biednym porozdajesz
Ci nigdy nie tracą co miłością płacą
Co tylko wydane, świat na koniec zwraca
Ci zaś którzy karmią wszystkich nienawiścią
Udławią się gniewem, strachem i zawiścią
Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga
Złam co nie złamie rozum
Płazią skorupę już na zawsze porzuć
Kiedy ktoś upadnie podnieś, rękę podaj
Zaś kiedy się dzielisz, nie odejmuj – dodaj
I nie unoś gardy a otwórz ramiona
Bo miłość nienawiść, strach i gniew pokona
I uwierz mi nie ma odwagi większej
Gdy ktoś nóż otworzy ty opuszczasz ręce
Kiedy się odważysz kochać nawet wroga
Podnieś wtedy głowę, ujrzysz uśmiech Boga
Czoło unieś śmiało, popatrz prosto w górę
Pudrowane blaskiem, srebrne przejrzyj chmury
Na niebie Bóg światłem ponaszywał gwiazdy
Na jednej swe imię wyryte ma każdy
Raz dojrzysz to piękno, nie zapomnisz prędko
W pamięci wyryte nie uleci świtem

Do Ani

Do Ani

Grzmiącym wodospadem między ust wargi Twoje 
Spadłem, rwącym strumieniem splotłem ciał obydwoje 
Chłodną wodą spragnioną, chętną poiłem ziemię
Z Twych włosów oddechem czerpałem, czyste zapomnienie

Okruchem lodu zakłujesz gdzieś w środku, głęboko
Na siatkówce powidok słońcem Ty wypalony
Zawsze do mnie powrócisz, czyhasz aż zamknę oko
Gdy unieść już nie mogę powieki ciężkiej, zmęczonej

Wyrytą Cię zmarszczkami widzę w twarzy własnej
Świadectwo nieme uniesień, gniewu, troski, śmiechu
I czasem mam wrażenie że próbuję wytrwać
Od zmierzchu po brzask blady, przepłynąć ocean
Raz jeden zaczerpnąwszy jedynie oddechu

I jeśli nie mam ciebie na długość ramienia
Jestem znowu wolny, jestem znów samotny
Znów mogę oddychać swobodnie i znowu
Ciebie wypatruję cieniem cichym w oknie

Jesteś heroiną, wodą na pustyni
Puchową kołderką, ciepłym ogniem w zimie
Klątwą, męką, cierniem, piaskiem w oczy, kłodą
Pomocnym ramieniem, podstawioną nogą

Wywalonym językiem i 
mrugnięciem okiem
Wieczerzą Ostatnią, szczytem gór wysokim
Ja trawą, co się kłania wiatrom przeznaczenia
Pyłem u stóp Twoich, westchnieniem, milczeniem

Do Góry Uszy!

Do Góry Uszy!

Do góry uszy i nie płacz więcej
Ból minie tak jak wszystko przemija
Nie warto rąk więc załamywać
Gdy kosmos jak kręgle nas sobie zbija

Miriady zimnych gwiazd nad głowami
beznamiętnie oświetla ludzkie losy
Piękna gmach bólem podbudowany
Ścielą wyrwane go z troski włosy

Nie chcę Cię karmić czarnym chlebem
Łzą nie chcę spłynąć po twej twarzy
Wolałbym tulić Cię i dotykać
Promyczek słońca złożyć Ci w darze

Posłańcem dobrych być tylko nowin
Poduszką, w którą możesz się wtulić
Laską na której oprzeć się możesz
Tak mi dopomóż Panie Boże!

Tuesday, July 23, 2019

Dlaczego istnieje raczej "coś" niż "nic".

Poniżej moja próba odpowiedzi na temat początku, tego co istniało przed początkiem i jak to możliwe, że rzeczywistość istnieje. 

Zapraszam:



1. "Nic"czyli nicość nie może istnieć. Słychać to już choćby w naszej intuicji językowej, gdy mówimy "Nic nie istnieje", nie zaś "Nic istnieje". No właśnie, nie istnieje, bowiem nie może istnieć z samej swojej definicji. Istnieje to co istnieje, nie to co nie. Spróbujcie sobie wyobrazić "Nic". Nie możecie, bowiem "Nic" po prostu nie ma a to czego nie ma, nie może być zaobserwowane czy wyobrażone. Zero, punkt czyli formalnie nicość są jedynie używaną przez nas abstrakcją. Punkty są jak ciecia noża, dzięki którym możemy wyznaczyć np. długość odcinka. Ale czy cięcie noża jest częścią przeciętej tym nożem nitki? Zero może się odnosić jedynie do braku czegoś konkretnego nie zaś do braku całości. Możemy powiedzieć, że w koszyku jest zero jabłek. Nie sposób z naszej perspektywy powiedzieć jednak, że istnieje zero wszystkiego, czyli nicość. Wtedy nawet pojęcie zera traci sens, nie można go bowiem przyrównać, odnieść do żadnej liczby.

2. Skoro "Nic" nie może istnieć to musi istnieć "Wszystko". "Wszystko" przejawia się tylko lokalnie nigdy jako całość. Nie da się na nie spojrzeć z zewnątrz czyli całościowo, bowiem zgodnie z twierdzeniem Goedla, nie istnieje zbiór wszystkich zbiorów. Spojrzenie z zewnątrz "Wszystkiego" jest też z definicji niemożliwe, bowiem do tego wszystkiego należymy siłą rzeczy. Obserwować istnienie możemy wyłącznie w pewnych granicach, np. w perspektywie czasoprzestrzeni mającej co najmniej jeden brzeg, czyli Wielki Wybuch.

3. Nic nie może istnieć statycznie. Wszystko w znanej nam przyrodzie podlega nieustannym zmianom. Nawet gdy wyobrażamy sobie pojęcia abstrakcyjne jak kwadrat, wyobrażamy je sobie w czasie. Sama obserwacja, warunkująca istnienie czegokolwiek odbywa się w czasie! Kwadrat to figura o pewnej wyznaczonej relacji pomiędzy punktami tworzącymi jego wierzchołki, relacja zaś to proces dynamiczny. "Wszystko" jest zatem dynamiczne, podlega przemianom.

4. Co więc istniało przed początkiem czasu i jak to możliwe iż czas może się w ogóle zacząć? Ta nieskończona bez-brzegowa "Wszystkość" istnieje dynamicznie jak już stwierdziliśmy w punkcie trzecim. Tyle że jej istnienie może się przejawić jedynie lokalnie, jak zauważyliśmy w punkcie drugim. Lokalnie również w wymiarze czasowym. Wyobraźmy sobie "Wszystkość" jako nieskończone falujące "morze" dynamicznie zmieniającego się potencjału. Potencjału do zaistnienia po zaobserwowaniu, jak kwant, potencjału interferujących fal krzywizny czasoprzestrzeni, fal energii - pędu, czystej informacji w postaci bitów bądź czegokolwiek innego. Nie ma do końca znaczenia co wybierzemy, pojęcia te mogą być bowiem równoważne, zresztą i tak to "morze" jest poza zasięgiem naszej obserwacji, nie ważne więc co wybierzemy. Ale jest dynamiczne, "falujące" co już wyjaśniliśmy w punkcie trzecim, zdolne więc do wykreowania naszej rzeczywistości." Morze" potencjału jest dynamiczne i jednocześnie nie istnieje w czasie. Jak to możliwe? Czas zakłada nie tylko zmianę ale również, automatycznie związki przyczynowo - skutkowe między zdarzeniami. Nie zawsze z tego zdajemy sobie sprawę, ponieważ jest to tak oczywiste. Jednak w tym falującym "morzu" związki przyczynowo skutkowe pomiędzy zdarzeniami mogą nie obowiązywać, bądź obowiązywać jedynie lokalnie, jako anomalia. Nie mogą występować globalnie tworząc czas, bowiem nie można wyznaczyć brzegów "Wszystkiego" a więc również powiązać je związkami przyczynowo skutkowymi. Eliminujemy zatem problem początku i pytanie co było wcześniej oraz skąd to coś się wzięło.

5. Taka lokalna anomalia zawierająca związki przyczynowo - skutkowe, a więc czas w naszym rozumieniu, to właśnie nasz wszechświat. Ponieważ obserwować możemy wyłącznie coś co posiada brzegi, nasz wszechświat musi mieć swój początek i koniec a więc brzegi właśnie. Co było wcześniej? Nie wolno w ten sposób postawić pytania, bowiem to "Wcześniej" jest poza naszym przyczynowo skutkowym ciągiem zdarzeń, zatem formalnie poza czasem. Istnieje jakby obok i nigdy nie istnieje dla nas, konkretnych obserwatorów stąd i teraz. Również pytanie czy istnieją inne wszechświaty oraz  czy były one wcześniej niż nasz i czy będą po nim jest pozbawione sensu.

Dziękuję jeśli dotrwałeś czytelniku aż do tego miejsca. Proszę bardzo o uwagi i komentarze, również te krytyczne.

Wednesday, February 22, 2017

Co jest przyczyną pokoju w Europie? Zażarta dyskusja internetowa ;-)



Ten artykuł to właściwie zapis dyskusji z Facebooka, w której brałem udział. Ponieważ była dość zażarta (i moim zdaniem ciekawa), postanowiłem zamieścić ją na blogu. Spór wywołał pierwszy obrazek i mój do niego komentarz. Postów nie poddawałem żadnej edycji, jedynie usunąłem nazwiska adwersarzy. Nie do końca zachowałem tu chłód i racjonalność, ale pisałem jako osoba prywatna, nie zaś blog "Jest Racjonalnie". Z góry przepraszam i zapraszam do czytania...



Tak?

Czy może tak?

Przeczytaj i zadecyduj!


Stanisław Miłkowski Michale - teraz rozwinięte państwa prowadzą inne wojny, których na wykresie nie znajdziesz - wojny ekonomiczne, informatyczne i kulturowe... Wojny militarne po prostu przestały się opłacać. UE niewiele ma tu do rzeczy - żadne nowoczesne państwo nie prowadzi już staroświeckich wojen z innym nowoczesnym państwem. Zamiast flagi UE mógłbym w tym samym miejscu postawić znaczek atomu i wykres by się nie zmienił ;-)...

Pan Michał Obyś nie miał okazji się przekonać, jak wygląda prawdziwa, niewirtualna wojna. Znaczki możesz sobie stawiać dowolne, ale budzenie demonów nacjonalizmu nigdy dobrze się nie kończy. I reset też tu nie pomoże.

Stanisław Miłkowski do Pan Michał: Michale, prawdziwej wojny nie życzę nikomu. Zwróć jednak uwagę, że pasek jest tym mniej zaczerniony, im bliżej współczesności. Nacjonalizm to dziewiętnastowieczny wynalazek a wojny bywały też dużo wcześniej. Religia, kolor skóry, czy wreszcie narodowość były zwykle wyłącznie pretekstem do zbrojnych rozgrywek możnych tego świata. Dziś ludzie, którzy mają pieniądze a zatem i władzę, wiedzą, że wojny opłacają się jedynie w krajach trzeciego świata i to wyłącznie takich, które mają surowce, bądź są ważne z punktu widzenia strategicznego dostępu, np do morza (czyli znów chodzi o surowce). Dlatego właśnie obserwujemy zmagania na Bliskim Wschodzie lub w Afryce. Wojna pomiędzy potęgami jest możliwa, ale nieopłacalna. UE nie zapobiegła żadnej wojnie a w granicach Unii toczyły się choćby walki w Irlandii Północnej... Gdyby zaś nie polski nacjonalizm (w szerokim rozumieniu - ja wolę użyć słowa patriotyzm i zaliczyć w poczet patriotów pospołu Dmowskiego z Piłsudskim i Witosem) Polski nie byłoby na mapie... Zaś europejski nacjonalizm i protekcjonizm jest odpowiedzią na nowe niespokojne czasy, czyli powrót do gry Rosji i wejście w rozgrywkę Chin. UE jest niestety rozgrywanym a nie rozgrywającym w tych nowych zmaganiach (zafundowano nam np. Arabską Wiosnę)...

Pan Szymon: Kompletnie wyleciała Panu z głowy wojna na Ukrainie, która nieustannie trwa... Znaczy blisko nam do "trzeciego świata". Takoż fakt, że - o dziwo? - najbardziej gardłujący polscy "patrioci" mają poważne związki z Rosją.., i dzielnie sprzyjają rosyjskim staraniom swoimi działaniami. Widzę też, że polski (może raczej państwa polskiego) kolonializm i nacjonalizm był zaiste wyrazem patriotyzmu. Dmowskiemu pewnie podobałoby się, że właśnie stajemy się więźniami własnego getta i nie sądzę, aby ktoś chciał z nami na tej ławce siąść.

Stanisław Miłkowski do Pan Szymon: Nie zapomniałem o wojnie na Ukrainie. To właśnie niestety trzeci świat. Podróżnik, którego nazwisko wyleciało mi z głowy, opisywał tamtejsze drogi jako identyczne z drogami w Pakistanie - tzn. jeździ się poboczem bo środek drogi do niczego się nie nadaje. Putin wziął zaś Krym, z uwagi na strategiczne umiejscowienie i kontrolę nad Morzem Czarnym. Nie wziął jednak całej Ukrainy, choć mógł, bo nadepnął by na palce innym mocarstwom (Niemcom, USA). Ukraińskie "elity" to w większości pomarańczowa lub niebieska skorumpowana banda, gotowa sprzedać własny kraj za garść srebrników a poziom korupcji jest wyższy niż w Czarnej Afryce. Bardzo przykro mi, że muszę to pisać, bo Ukraińców uważam za braci i darzę ogromną sympatią. A na "polskich patriotów" gardłujących za Rosją pluję gęstą śliną. Polska od trzystu lat ma jednego i tylko jednego śmiertelnego wroga - Rosję. Stąd kreowanie na takowego Niemiec przez calutki PRL - złodziej najgłośniej krzyczy "łapaj złodzieja". Niemcy to zaledwie druga liga nieprzyjaciół, zaś w obecnym układzie sił, po zwycięstwie Trumpa, być może jedyny sensowny sojusznik Polski. UE zaś niestety się sypie i to nie przez Polskę - jesteśmy najbardziej euro-entuzjastycznym krajem wspólnoty. Sypie się przez skierowaną w kierunku dominacji politykę niemiecką i przez zafundowaną nam rękami USA Arabską Wiosnę i związany z nią zalew uchodźców. Ostateczny cios łaski zada jej zaś pewnie Francja. Patrzenie w Unię jak w "malowane cielę" nie ma wiele wspólnego z Realpolitik. Gdyby do Warszawy wkroczyły rosyjskie czołgi, parlament UE zapewne podjąłby pełną oburzenia rezolucję.

Pan Marek do Stanisław Miłkowski: Opowiada Pan niestety banialuki. Wokół nas, nie "w trzecim świecie", przytrafiła się masakra Srebrenicy i obozy koncentracyjne na terenie b. Jugosławi. Niedaleko naszych granic toczyły się wojny w Czeczenii, Gruzji, Ukrainie. Pokuj na terenie UE jest najdłuższy w historii Europy. Jeśli uważa Pan, że z powstaniem UE nie ma to związku przyczynowego, to Pańska sprawa, ale każde działanie zmierzające do osłabienia tej struktury uważam za groźne dla dalszego pokojowego istnienia Polski.

Stanisław Miłkowski do Pan Marek: A Pan zachowuje się niekulturalnie, pisząc że, cytuję "opowiadam banialuki". Uznaję to za przyzwolenie na sprowadzenie dyskusji do podobnego poziomu (atak ad personam za atak). Czy Pan wie, kiedy w ogóle powstała UE? Śmiało, można użyć Google. Otóż Unia powstała 1 listopada 1993 roku, zatem stawianie na wykresie znaczka na początku lat 50tych jest sporym nadużyciem. Wcześniej w Europie nie było wojen, wynaleziono bowiem bombę jądrową i termojądrową a świat był podzielony pomiędzy dwa supermocarstwa. A żadne mocarstwo ani supermocarstwo nie zacznie wojny z drugim, ani nie wkracza w strefę jego bezpośrednich wpływów, bo nikogo nie interesuje zajęcie milionów km^2 zeszklonego, radioaktywnego piasku i zatknięcie tam swojej flagi. Flagę lepiej postawić na Księżycu lub na Marsie. Nawet cywilizowane państwa wagi średniej nie prowadzą już ze sobą wojen tradycyjnych a jedynie ekonomiczne, informacyjne i kulturowe, tak jak pisałem w poście numer jeden. Czeczenia to 3ci swiat pełną gębą a Gruzja i Ukraina to prawie trzeci świat i miejsca, gdzie ścierają się wpływy dwóch mocarstw - Rosji i USA, stąd wojny. Przyczyną konfliktu w byłej Jugosławii był zaś fakt, że na siłę wciśnięto pod jedną flagę kilka nienawidzących się z całego serca narodów. A pamięta Pan kto obserwował z założonymi rękoma masakrę w Srebrenicy? Pozwolili na nią holenderscy żołnierze z mandatem ONZ. Obecnie Rosja próbuje za wszelką cenę rozbić UE, aby pokopać strefę wpływów Niemiec - europejskiego hegemona. Możemy, a nawet powinniśmy, obrać w tym konflikcie stronę niemiecką. Próba bowiem stania rozkrokiem i obrażania się na obydwu sąsiadów grozi nam powtórką z Września 39. Nie możemy niestety zbytnio liczyć na najlepszą niegdyś opcję - USA, ponieważ kraj ten ma własne problemy i europejską strefę wpływów zwija, już od czasów Obamy. Ale powinien być to wybór świadomy i nie za darmo, na dźwięk hymnu Unii i widok błękitnego, gwiaździstego sztandaru. Zapytam jeszcze, kto osłabia UE? Polska i Węgry, czy może USA (arabska wiosna) i Rosja (propaganda, tajne służby)? A może przyczynia się do upadku zjednoczonej Europy zbytnia hegemonia Niemiec i zmuszanie małych krajów do przyjęcia niemieckiej polityki zupełnie niemal za darmo, w zamian za "grosze" wrzucane jako dotacje? Ostateczne ciosy UE zadają kryzys grecki i buta, z jaką wymuszono Pakt Stabilizacyjny oraz kryzys z uchodźcami - zdecydowana większość Europejczyków bowiem ich u siebie nie chce (co dowodzi tylko tego, że "prości ludzie" potrafią jeszcze samodzielnie myśleć). A Polsce może zapewnić bezpieczeństwo własna silna i nowoczesna armia, połączona z rozbudowaną obroną terytorialną, tak by atak na nasz kraj stał się nieopłacalny. W drugiej kolejności nasze bezpieczeństwo może gwarantować sojusz z Niemcami, później zaś NATO (czyli de facto USA). A Unia Europejska? Proszę... Od początku lat 90-tych ten wiatr wiał w nasze, polskie żagle, ale parę lat temu jego kierunek się zmienił…

Pan Marek: Bomba jądrowa nie powstrzymała supermocarstw od toczenia setek "proxy wars" na całym świecie. UE jest skrótem myślowym, następczynią wspólnoty Węgla i Stali, która przekształciła się w EWG i UE. A pomysł Maciarewicza powstrzymywania ataku specnazu obroną terytorialną zasługuje na kabaret, a nie na dyskusję.Rozumiem, że skłania się Pan do opinii, że "grosze" dotacji z Unii nie są nam potrzebne i zaprzestanie ich wypłacania przyniesie większe szkody Niemcom niż nam.
Mam nadzieję, że nie będzie nam dane przetestować siły naszej armii w starciu z państwami narodowymi, które zaczęły by dbać o "swoje" interesy po rozpadzie Unii.
Mam nadzieję, że Polacy nie dadzą się uwieść nacjonalistom chcącym budowy Wielkiej Polski Katolickiej na trupie projektu europejskiego. Polska nie zasługuje na taki los.

Stanisław Miłkowski do Pan Marek:  "Bomba jądrowa nie powstrzymała supermocarstw od toczenia setek <proxy wars> na całym świecie"
- No proszę, czyżbyśmy się zgadzali? Pisałem dokładnie o tym samym, gdzie więc polemika? Europa środkowo - zachodnia nie jest jeszcze na szczęście miejscem, gdzie można prowadzić "proxy wars". Nie jest z dwóch powodów - po pierwsze to amerykańsko - niemiecka strefa wpływów, a po drugie dom dla pół miliarda najbogatszych konsumentów świata. EWWiS i Euratom oraz ich następca EWG nie były wspólnotami politycznymi a jedynie ekonomicznymi. UE powstała jako instrument wpływu politycznego Niemiec na pozostałe państwa wspólnoty i jest organizacją nową, luźno tylko powiązaną ze wspólnotami gospodarczymi, z których wyrosła. Pieniądze z Unii jawią się zaś jako grosze, dopiero jeśli przyjmiemy punkt widzenia, że sprzedajemy za nie suwerenność w polityce międzynarodowej a nawet wewnętrznej. Ja osobiście, jako palacz oddałbym wszystkie aquaparki i nowoczesne autobusy w zamian za papierosy w cenie 5 PLN. Biorąc tylko to pod uwagę, dopłacam do naszego członkowstwa 300 PLN miesięcznie, więc zamiast nowoczesnym autobusem mógłbym już jeździć nowoczesnym samochodem ;-). Nie mam nic przeciwko przyjmowaniu niemieckich pieniędzy (są nam zresztą winni o wiele więcej i to żadna łaska z ich strony), ale te pieniądze to za mało aby stanąć po stronie Niemiec. Chcą, byśmy ich wspierali? Niech poprowadzą choćby, jako wyraz dobrej woli, Nord Stream 2 przez terytorium Polski. Obrona terytorialna nie jest zaś po to, aby walczyć ze specnazem (swoją droga to chyba argument przepisany słowo w słowo z "Wyborczej") ani z nacierającymi czołgami, ale by organizować partyzantkę na tyłach wroga i podnieść ogólny koszt ataku. Dodatkowo obronę terytorialną można w miarę szybko przekształcić, w razie potrzeby, w regularne wojsko, co naszej armii cierpiącej na nadmiar oficerów jest potrzebne jak tlen. Szkoda, że projekt kojarzy się z niebezpiecznym wariatem, albo ruskim agentem - Macierewiczem. Nie jest on bowiem jego autorstwa, nie jest też jego własnością. 
"Mam nadzieję, że nie będzie nam dane przetestować siły naszej armii w starciu z państwami narodowymi, które zaczęły by dbać o <swoje> interesy po rozpadzie Unii." 
- Cóż za słodka naiwność - państwa narodowe dbają o swoje interesy od zawsze i nigdy dbać nie przestały. Państwo, które o tym zapomina, znika z mapy. I z kim niby po rozpadzie Unii mielibyśmy się bić? Z Francją, czy z GB? 
"Mam nadzieję, że Polacy nie dadzą się uwieść nacjonalistom chcącym budowy Wielkiej Polski Katolickiej na trupie projektu europejskiego." 
- No proszę, sam Pan pisze o trupie projektu europejskiego - czyli jednak niestety myśli pan już o UE jako o zwłokach. Ja mam nadzieję, że ideę Wspólnoty uda się uratować, ale na pewno nie na obecnych zasadach i warunkach. I tak, marzę o silnej, nowoczesnej i przyjaznej obywatelom Polsce, niekoniecznie Wielkiej. Obecny rozmiar jest w sam raz. A z wyznania jestem ateistą...

Tytułem podsumowania dodam tylko, że nie jestem wrogiem UE ani przeciwnikiem naszego w Unii członkostwa. Nie zgadzam się po prostu z tezą, że to UE zapobiegła europejskim wojnom, tak jak piszę kilkukrotnie w powyższej dyskusji. Próbuję też przedstawić prawdziwy moim zdaniem obraz współczesnej wspólnoty jako pola walki o interesy narodów Europy, miejsca tak sporu jak współpracy. Nie mam również nic przeciwko poszerzaniu unijnych kompetencji, ale wyłącznie wraz z postępującą demokratyzacją (przewaga Parlamentu nad Radą i Komisją, Prezydent pochodzący z bezpośrednich wyborów itp). A o własne bezpieczeństwo najlepiej dbać samemu. Zwłaszcza Polacy, po gorzkiej lekcji Września 39 i całej II Wojny Światowej powinni o tym pamiętać.
Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE