Monday, April 29, 2024

Bracie!

Bracie!

Brat mi kto całował świt czerwony
Z bólu jest bratem mi każdy zrodzony
Pęknięty, rozdarty, w pół podzielony
I zawsze spóźniony i nigdy na czas
Bo dla mnie bratem jest każdy z was
Zagrajcie znowu szare smutku tony
Ich zapowiedzią był ten świt czerwony
Grajcie na deszczu kapiących kroplach
Szepczących cicho do szyby okna
Pieszczących lekko, niewinnie kwiatki
Głaszczących miękko, wodą ust płatki
Krajobraz właśnie kocha się z deszczem
Prosi i błaga, jeszcze, jeszcze, jeszcze!
Wicher zdarł sukienkę z niego chmury
A ten się spłonił w kolor szary, bury
Deszczu przeszywają ziemię dreszcze
Mokry dzień, mokre sny, błyskawic kleszcze
A zamiast serca zieje czarna dziura
Żołądek ściska już strach cęgami
Splątana myśli w głowie chmura
Oj bracia kiepsko chyba jest z nami
Pamiętam, widziałem niebieski świat
Kołysał łagodnie vibe błękitnej toni
Tulił do snu, szemrał, szeptał bajki
Gładził kanty myśli w ze śmiercią p0g0ni
A nonsens i bezsens, to szach i mat
Sztorm powywracał, potopił łódki
Na niebie znów płonie świt czerwony 

Dla mnie jest siostrą, każda skrzywdzona

Friday, April 26, 2024

Parole, Parole, Parole!

Parole, Parole, Parole!

Kiedy mówię o miłości
Mówię o wieczności
I gdy o śmierci mówię
O przemijaniu
Słońcu tonącym dostojnie w morzu
Latarniach co świecą wieczorem
I co gasną rano
Szczupłe, wysokie królowe nocy
Czule tulone w tańcu pijanym
Kolorowe motyle odleciały
Osiadły w klubach
Dziewczyny barw pierzyną
Feerią, fontanną, pszczelim rojem
Cicho do siebie na ucho bzyczą
Słowo takim dawane
Słowo słodkie, lepkie
Złamane przyrzeczenie
Łyk zapomnienia
Nocy wir pochłonął pamięć
Lecz na nowo wciąż przysięgam
Choć nim kur zapieje
Po trzykroć się wyprę
Na chodnik zrzygam
A jednak ciągle, niezmiennie
Miłość, Wieczność, Śmierć!
Święta Znaczeń Trójca
Rozmowa to zawsze poważna
Nawet kiedy głupio, odważnie
Bezmyślnie, bezradnie, bezczelnie...
Żartuję


Stanisław Miłkowski
Warszawa 26.04.2024

Thursday, April 25, 2024

Entropia

Entropia
Wycieramy się...
Dziurawe dżinsy
I stare cegły
W starym murze
Niezwiązane zaprawą
Zgniłe wypadają zęby
Jak asfalt
Najpierw gładki i lśniący
Nagle spękany, zmęczony, szary
Zmęczone są oczu źrenice
Jakże my się męczymy!
Blakniemy
Łuszczymy się
Płatami
Odłazi ze ściany farba
Młodzieńczych marzeń
Duchów płyną korowody
Trupów twarze
Czarno białe zasiedlają zdjęcia
Sprane ich grymasy
Sprane westchnienia
Wiatru przygnały
Wydmy pustyni
Nad ruiny
Umilkły Trąby Jerycha
Runęły jego mury
Dawne historie
Dawno minęły
W mądrych mieszkają księgach
Umarli bohaterowie
Płowieje stara krew
Potok wypłukał rdzawy kurz
Erozja rzeźbi kontynentom zmarszczki
Śledzą garbaci okularnicy
Tropy wymarłych gadów
Z pędzelka strzelbą
Wskroś przez wapienne skały
By suche trofea z kości
Do stóp rzucić
Muzeom
Las oddycha szumem
Pradawnych oceanów
Nowe je napełnią łzy
Jak deszcz
Rozpaczał kiedyś kosmos
Lodowymi kroplami komet
Z policzków młodego słońca
Starł radość
Wydoroślała niewinność
Dość, dość, dość!
I nienawiść zwiędła
Uwiąd panuje starczy
W pustych parkach
Gdzie liście żółkną, gdzie brązowieją
Tam beznamiętnie w alejce leży
Martwa namiętność
A kiedyś cały płonął od niej świat
Popioły wystygłe zostały
Zimne zostały zgliszcza
Także i je rozegna wiatr
Proch gorzki i gorzki pył
Popiół do popiołu, rdza do rdzy
Rude stalowe dźwigary
Ramiona zwiotczałe mostów
Przez wyschłe rzeki
Spinających brzegi
Pomiędzy wczoraj i dziś
Między tobą a mną
Mkną ulicami miast nocą
Duchy dorożek
Ciemne szyby odbijają echa
Gazowych lamp
Matka we wspomnieniach się krząta
Jak po kuchni
Olimp już nie gości bogów
Nie Zeus już, nie Thor
Różnica dziś potencjałów
Z chmur gniewnie piorunem ciska
Gdzieś pod wieczną zmarzliną
Kroczą stadami
Zimne mamuty
Przecinki kreśląc czarne
Wciśnięte gdzieś pomiędzy
Niebo, jesień i zimę
Odleciały ptaki
W moim sercu się tłucze
Zgasła gwiazda
Entropia, kurwa!
Samotnie ona mieszka
W gnieździe
Uwitym z wieczności Stanisław Miłkowski Warszawa 25.02.2025
Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE