Zwiędła Magnolia
Co było się nie wróci
To oczywiste
Pierwszy banał z banałów listy
A jednak
Jednak znów wciąż i tak
Spod czarnych chmur oceanu
Melancholii wzlatuje ptak
Jak grot stali przeszywa
Hartowanej
Jaskółka krzywa
Nieżywa
Ten sęp
Nad głową kołuje
Jak zły omen
W serce kłuje
A skrzydła ma połamane
Otula jak trupia całunu folia
Melancholia
Zwiędła magnolia
W pękniętym wazonie
Samotnie w szronie
Na balkonie
Bielą oddech pokrywa skronie
Choć mocno zaciskasz dłonie
Płyniesz a przecież toniesz
Stanisław Miłkowski
Muf
Blog na którym zamieszczam teksty przedstawiające świat z punktu widzenia racjonalisty... Racjonalisty o duszy poety ;-)
Saturday, February 22, 2025
Zwiędła Magnolia
Tuesday, February 18, 2025
Jeszcze Polska!
Jeszcze Polska!
Kiedy wygraża wspólny wróg
Znów będzie Honor, Ojczyzna, Bóg!
Sztandar na nowo pójdzie w górę
Za flagą naród stanie murem
I modna będzie ojczyzny miłość
Do łask się wróci odwaga, siła
Mężczyzn szacunek do kobiety
Troska, opieka, matczyny etos
I panien słabość do munduru
Co za chłopcami pójdą sznurem
Bo tutaj kwitną maki czerwone
Kryją równiny łąki zielone
Krojone srebrnym korytem rzeki
Ziemia to nasza, matka na wieki
Zbożem jak miodem złocone pola
W przedszkolu Krzysio, Kasia i Ola
Mieszkają w książkach swojskie słowa
Trzeszczy, szeleści ojców mowa
Łączą zwycięstwa, spajają klęski
Gdzie indziej łatwiej a jednak tęsknisz
Z cudzego pieca chleb zawsze gorzki
W domu słodyczą smakują troski
Jest o co walczyć, za co umierać
Trzeba z bagnetu więc rdzę wycierać
Dzisiaj podniebnych mamy Husarzy
A kiedy jednak wróg się poważy
I przyjdzie znowu podpalić Polskę
To my runiemy żelaznym wojskiem!
Słowo jest tanie, trudno nim strzelać
Kończę więc gębę sobie wycierać
Wyświechtanymi frazesami
Przysięgam bronić, co kocham z Wami!
Warszawa 18.02.2025
Przecież
Przecież
Przecież nie warto ciągle się kłócić
Niczym cepami po głowach młucić
Argumentami, inwektywami
Walczyć o status nad statusami
Poniżać innych by się wywyższyć
Zamiszczać posty, gniewne słać listy
I listy wrogów sobie spisywać
Lepiej wieczorem napić się piwa
Kochankę lepiej swoją przytulić
Wędrować nocą po śnieżnej kuli
Cieszyć zmarzniętym i pięknym światem
Świetlistym złotem upić się latem
Wiosny zielenią paść się jak krowa
Z gór spływa woda do morza nowa
Co krystaliczna i nieskarzona
Miłość nienawiść zawsze pokona
Biały gołąbek przez błękit leci
Wciąż nowe pod nim rodzą się dzieci
Nadzieja na świat przychodzi nowa
Same się tulą do siebie słowa
Bo były pierwsze, będą ostatnie
Myśl wspólna klei umysły bratnie
Zaczerpnąć dłonią z ciemnych odmętów
Koić wzburzone fale zamętu
Światło nalewać w źrenicy studnie
Naprzód iść dziarsko, aż chodnik dudni
Aż dudni w skroniach krew niespokojna
I ponieść pokój, gdzie płonie wojna
Jak pastor co miał kiedyś marzenie
Wybierz zbawienie, nie potępięnie
To tylko proste, naiwne rymy
Naiwność dziecka przecież chronimy
Miliardy mieści nieboskłon gwiazd
Tarcza zegarka wciąż skrapla czas
Czasu i miejsca dla wszystkich starczy
Wracajcie z tarczą, nie na tarczy!
Stanisław Miłkowski
Warszawa 18.02.2025
Thursday, January 16, 2025
Trzymaj się Mario!
Trzymaj się Mario!
Niechże Maryja
Trzyma się mocno
Bo świeże kwiaty
Rosną na wiosnę
Bo stare smutki
Rozpuszcza czas
Serce wciąż bije
Bo rośnie las
Niechże Maryja
Mocno się trzyma
Bo świeci światło
Kończy się zima
Wracają ptaki
Odpłyną chmury
Przebija słońce
Dzień szarobury
A długie nogi
Choć narowiste
Przemierzą szybciej
Dróg wyboistych
Ścieżek przez mapy
Kręte szlaki
Bo wrócą ptaki
Na papier znaki
Co raz zburzone
Znowu powstanie
Syna urodzi
Ten zmartwychwstanie
Obieca winnym
Obieca grzesznym
Miłość zwycięży
Traumy bolesne
Trawa zielona
Pokryje wzgórza
Bolesną traumę
W makach unurza
Co poniżone
Będzie wzniesione
Bóg cię Maryjo
Pojął za żonę
Stanisław Miłkowski
Warszawa 15.01.2025
Thursday, January 9, 2025
Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć
Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć Obrażam w pięciu językach Zawsze patrzę wysoko Mierzę w gwiazdy, hen gdzie myśli Śmigłej, jasnej, przeczystej Bóg zawiesił swoje oko Znam medianę, dominantę Liczę średnią ważoną Samodzielnie statystyczne Mierzę ja odchylenie Definiuję je bez netu Bez użycia telefonu Wdycham czyste powietrze I kobiece spijam perfumy Pannom nocne niebo kreślę Pod sukienką palcami i pod kostiumem W bak paliwo w gardło leję Czystej mocy oktany I potrafię magię czynić Inkantacji bez, bez many Drogę zawsze biorę krętą Lecz nie ścinam na zakrętach Ścinam białko wrogom w żyłach W skrzydłach chronię swe pisklęta Latać uczę je samemu Lecz bez wyrzucania z gniazda Jedno mogę ci obiecać Ze mną tylko ostra jazda Niby morze pod księżycem Przychodzę raz, raz odchodzę Mówią że za dużo solę Ale nigdy ci nie słodzę Tańczą w głowie wolne myśli Co ścigają gwiazdozbiory Jak pod czarną wieżą Roland Nauczony już pokory Chylę czoło, kłonisz głowę Zjednoczeni pod kocem Wspólna noc jest ciepły koc jest Wstyd ukryłaś pod kocem Oddech twój wzlatuje nocą Zimą marzną nawet gwiazdy
Marzną ptaki, marzną ludzie
Marznie w kalendarzu grudzień Zimą ciut zaspany księżyc Srebrny marzeń kierunkowskaz Chmury szepczą duszy, uleć Głowa twoja ciąży, zostań! Jak przepastna grawitacja Żebra tłoczy przerażenie Kryształ kwarcu wprawia w drżenie Każdy oddech, oka mgnienie Księżyc mruga ślepym okiem Sny wirują pod sklepieniem Srebrną sufit broczy farbą
Ciebie tulę z rozrzewnieniem
Krew aortą, żyłą wrotną Serce tłoczy z obciążeniem
I pompuje wprost do mózgu
Tętnicami ze znużeniem W gęstym słodkim soku myśli Jedna tonie, potem druga W dół powieki jak zasłony
Opadają, cicho tonę
Nocy wchłania cisza długa
Na zegarze prawie druga
Utonąłem razem z tobą
Pod srebrzystym nieboskłonem
Oddech twój pod rękę wziąłem
Nastrojone kamertonem
Lecą równo, synchronicznie
Krok w krok bierzą z metronomem
Zasypiamy wraz z księżycem
Dziś snów jesteś moich domem
Monday, December 9, 2024
Trzecia Fala
Jakby powiedziała moja siostrzenica, jeśli chodzi o cyfrowe technologie, należę do team pesymista. Wiele aspektów współczesnego świata zmieniło się nagle, diametralnie, przepoczwarzyło i przenicowało. Niestety nie są to zmiany na lepsze. Wszystko zaś odbyło się niemal całkowicie bez naszej świadomości czy przyzwolenia. Specjaliści dostrzegają zachodzącą właśnie niezwykle ważką, gigantyczną rewolucję informacyjną i cyfrową. To po agrarnej i przemysłowej to trzecia epoka. Badacze odnotowują jej przebieg i rozważają implikacje. Rozpoznają przynajmniej niektóre aspekty nowego porządku. Reszta społeczeństwa jest nieświadoma. Przemiana zachodzi w cieniu.
Nowi Gracze
Kilka spółek notowanych na nowojorskiej giełdzie, wszystkie technologiczne, przekroczyło już wycenę na poziomie trzech bilionów dolarów. PKB Polski właśnie zbliża się do biliona a jesteśmy przecież dwudziestą pierwszą gospodarką świata. Trzy biliony dolarów to okolice PKB Niemiec albo Japonii. Oczywiście Big Techy dysponują znacznie mniejszymi środkami operacyjnymi, ale kraje też dysponują wyłącznie budżetami, wielokrotnie niższymi od całego krajowego produktu państw. Możliwości GAFAM (Google, Amazon, Facebook, Apple, Microsoft) wydają się niemal pozbawione limitów. Każda władza deprawuje, władza absolutna zaś deprawuje absolutnie.
Nieodparta Pokusa
Naczelna zasada, którą kierują się spółki to maksymalizacja zysku. Etyka, troska o klimat czy społeczeństwo, przestrzeganie prawa, inkluzywność i tym podobne bzdury ważne są tylko o ile prowadzą do wzrostu wyceny giełdowej. Tak działa presja akcjonariatu i Opcja Menedżerska.Nawet jeśli założycielami i prezesami kierowały kiedyś wielkie wizje czy szczytne ideały, to nie mają one już żadnego przełożenia na działalność korporacyjnych molochów. Firmy będą zawsze dryfować w stronę zysku, w kierunku zarabiania większych pieniędzy. Obiorą kurs w poprzek sumienia czy moralności. Beznamiętnie i bezosobowo. Struktura korporacyjnej władzy jest niedemokratyczna, nieprzejrzysta, działania zaś praktycznie pozbawione zewnętrznej kontroli.
Cyfrowy Odcisk Palca
Zarówno korporacje jak i rządy zyskały narzędzia o których dawni dyktatorzy mogli wyłącznie marzyć. Obecnie można kontrolować i śledzić niemal wszystkie aspekty ludzkiego życia. Każda czynność dokonana w cyfrowym świecie pozostawia ślad. Każde wyszukiwanie, każda wypowiedź, każde zakupy i każda płatność znaczy w sieci łatwo dostępny trop.Widać wszystkie zdjęcia i polubienia, zainteresowania, nawyki, wykształcenie i gust. Udostępniamy listę naszych znajomych i osób obserwowanych. Zbudować można całą siatkę powiązań pomiędzy ludźmi. Dziś nawet amator może wyszukać ogrom faktów o sprawdzanej osobie. Specjalista znajdzie o wiele więcej. Sztuczna inteligencja jest jeszcze skuteczniejsza, pozwalając na błyskawiczne klasyfikowanie na masową skalę. AI umożliwia przeszukiwanie przesiewowe, pod zadany profil. Służby typują tak potencjalnych ekstremistów, terrorystów czy przestępców.
Permanentna Inwigilacja
Ludzi można tropić także "w realu", korzystając choćby z lokalizatora GPS smartfona. Można zapisywać trasy śledzonych i na tej podstawie tworzyć profile osobowe oraz mapy kontaktów z innymi ludźmi. Dzięki wyłącznie tym danym da się określić rodzinę, współpracowników, przyjaciół a nawet poznać kochanki. Mikrofony telefonów domyślnie ustawione są tak, by cały czas nasłuchiwać i wyłapywać słowa kluczowe. Mało kto dezaktywuje GPS i mikrofon w swoim telefonie. Nawet jednak jeśli wyłączy, da się je zdalnie włączyć a nawet uruchomić kamerę korzystając z odpowiedniego oprogramowania. Nasłuchiwać można także telefonów osób w pobliżu celu. W dużych miastach kamery monitoringu i inne kamery przemysłowe rozmieszczone są niemal wszędzie, stale rejestrując zapis wideo, umożliwiając potwierdzenie identyfikacji śledzonego. Narzędzia do rozpoznawania głosu i twarzy już teraz mają niesamowitą skuteczność. Telefony i urzędy masowo gromadzą ludzkie twarze i odciski palców. Niebawem zapewne również nasze DNA znajdzie się w bazach danych, jak dziś grupa krwi. Pobrane zostanie choćby w badaniach przesiewowych, przy tworzeniu celowanych terapii.
Państwa Na Wojnie
Organizacje takie jak Hamas czy Hezbollah, liczące dziesiątki a nawet setki tysięcy członków, mające świadomość zagrożeń, własny kontrwywiad, wysokie finansowanie oraz zewnętrzne wsparcie, w starciu cyfrowej wojny nie miały żadnych szans. Przeciwnik równie okrutny i pozbawiony zasad, dysponujący zaawansowaną technologią rozbił je w proch i pył. To nie SigInt zawiódł feralnego 07.10.2023. Przeciwnie, hacking, drony obserwacyjne i narzędzia AI użyte do targetingu i dyskryminacji celów pokazały swoją piekielną skuteczność, zarówno w niszczeniu całych organizacji jak również w chirurgicznych uderzeniach w ich dowódców. Przetrwać nie pomogła budowana latami infrastruktura podziemnych tuneli ani ukrycie pośród cywilów czy za granicą. Szin Bet i Mossad masowo włamywały się do urządzeń elektronicznych, śledziły, przechwytywały i podsłuchiwały sygnały telefonów, mapowały trasy przemieszczania, miejsca spotkań cierpliwie tkając sieć powiązań, filmowały z dronów wiedział o ataku a system nadzoru nie został oszukany. Zwyczajnie zlekceważono informacje. Co zaawansowane technologicznie państwo było w stanie wykonać dzisiaj, w Polsce będzie pewnie możliwe za dekadę lub nawet wcześniej.
Kontakt z siecią będzie coraz bardziej indywidualny i intymny. Algorytm pozna nasze lęki, potrzeby, emocje i pragnienia. Nauczy się jednocześnie jak wszystkie je kreować na zamówienie. Już teraz możliwa jest celowana reklama czy kierowana personalnie propaganda polityczna, dostępne są niezwykle skuteczne narzędzia do sterowania ludzkim zachowaniem na poziomie jednostki. Wszystko kierowane pod kreowany syntetycznie profil osobowościowy. Trwa pełnoskalowa wojna kognitywna. Wojna o naszą uwagę, pieniądze, rozpoznawanie i kreowanie poglądów, zachowań, o ściślejszą i doskonalszą kontrolę. Dzięki doskonalonym stale algorytmom sztucznej inteligencji korporacje,władze oraz obce państwa zyskują możliwość jednoczesnego wpływu na ludzi celowanego indywidualnie w miejsce standardowego przekazu kierowanego do mas, całych grup społecznych czy narodów.
Interfejs człowiek - maszyna jest coraz doskonalszy i coraz bardziej osobisty. Smartwatche zapisujące stale dane biomedyczne stały się powszechne. Mierzą puls i stres, liczą kroki, zapisują godziny snu i aktywności. Chodzą z nami do łóżka. Okulary VR i rzeczywistości rozszerzonej, zwiększające doznania, poszerzające i przedłużające kontakt z maszyną stale są ulepszane. Zapewne niebawem nowe gadżety trafią pod strzechy. Za zakrętem jest coraz więcej wynalazków a wyścig do stworzenia urządzenia, które zastąpi smartfona trwa w najlepsze i już pochłania miliardy dolarów. Cele stawiane wynalazcom są dwa. To dłuższa ekspozycja i doskonalsza immersja.
Niemal już za rogiem czai się Internet Rzeczy. Coraz więcej elementów naszego otoczenia zaczynając od drzwi, lodówek, pralek, poprzez sygnalizację świetlną, samochody, windy, klucze, na butach i szczoteczce do zębów kończąc, zyskają swoją reprezentację w sieci. Rzeczywistość cyfrowa oznaczy, rozpozna i wchłonie w siebie analogowy świat. Od współuczestniczenia w tej rzeczywistości właściwie nie będzie już ucieczki, chyba że w Bieszczady.
Saturday, August 3, 2024
Psalm Sześćset Sześćdziesiąty Szósty
Psalm Sześćset Sześćdziesiąty Szósty

Wednesday, July 31, 2024
Moje 44
Moje 44 Zwisło słońce nad miastem I praży jasno, równo, mocno W dół z błękitnego dzbana Żar złotych tryska kropel Gdzie rzeki brzegi Skrzącym podpalone piaskiem Tak gorąco, jaskrawo tak Prześwietlone lata klisze Jak odległe bombowce Naburmuszone warczą trzmiele Świat kołysze się, płynie Na upału leniwych buja falach A powietrze wokół lekkie I na wskroś przejrzyste Delikatnie drży czysty, wyżarzony kryształ Przepastny błękit pasie oczy głodne Głębokie oczy młode Spojrzenie co zmęczone, szare Barwą nową wysyca pyszną Marzenia w brudnym cieniu wojny Zbladłe, przywiędłe, zemdlałe jakby W to senne popołudnie Dzień pogodny z nową nadzieją tuli Zieleni myśli Wiaterek w nieboskłonu skacze głębię Płoche chmurki stroszy Zgubiony puch gołębi to rozgania, to zbiera Tak odległy, lekki taki, strzępiasty i biały Jak cukrowa mięknie wata Delikatność rozpływa się dnia spokojna Spokojna wciąż Spokojna jeszcze... Lata to południk przecież Nie czas teraz dział huku, palby karabinów Spadł z kalendarza dzień kolejny Dawno odwołanych wakacji Ech, pannę jaką wreszcie porwać z sobą! Zabrać gdzie na wycieczkę Spacerkiem nad Wisłę pójść by prosto Tam zieleń wzrasta bujna, gęsta Ze ścieżki wąskiej by zejść Chaszcze splątane znaleźć I zbłądzić Dłonią w miodem pachnące zbłądzić włosy I razem zgubić się z panną światu Wiotką taką Taką wysoko wzrosłą Jakby trzciną młodą, smukłą Co to ją byle wiatr zegnie, złamie Otoczyć ramieniem silnym, śmiałym Bo wiatr historii wieje Przeklętej! Poszłoby się, ech! Z przyjaciółmi na piwo chłodne Chłodnym wieczorem Zaraz po ukończeniu Sekretnej szkoły Przecież oni wszyscy Głowy wciąż szklanki puste W nie byle łajdak Treść trującą wlać może Płyną sny na jawie Napędzane cichym, miarowym zegarka cykiem Już pół do piątej?! Przecież kanapek z domu wziąć nie zdążę! Mama spakowała Pocałunkiem czoła nie opieczętuje Na szczęście Przez bramę za szewcem prosto biec trzeba Tam gdzie zbiórki punkt... Gdzie przez krtań ściągniętą Porucznik ledwo wyciska rozkazy Dowódcy drużyn! Każdy ma pobrać ze składu Karabin sztuk jeden, magazynków jeden, granatów sześć Reszta, butelki brać z benzyną I honor polskiego żołnierza wziąć z sobą i męstwo! Broń na wrogu jest rozkaz zdobyć! Oto po śmierć w kolejce, w punkcie stoją Powstania bohaterowie! Co kobiety nie zaznali jeszcze A zamiast niej posmakować idą Gorzki tynku pył Pogorzelisk cuchnący, tłusty dym Zimną na dobranoc stal całować broni I słoną krew pić W tętnicach gra ona gorąca, młoda Strachem ścięta, euforią zgrzana Sycona tlenem, że wrze Świeżej i słonej krwi posmakują Gdy w pierś ugodzeni, krwią swoją W gardle spienioną będą się dławić! Będą ginąć z myślą gniewną Lecz teraz jeszcze Zemsty pieśni słowa stepują w głowie Wciąż szumi w uszach melodia W skroniach rytm dudni Wolności krzyk pierś rozpiera dumą W cwał unosi żebra Gorączką jakby pali Żegnając spierzchłe usta Godzina W wybiła... I ruszyli głupcy! W dwa ognie ćmy zwabione Muszka mała wciśnięta Między gazetę a ścianę Pomiędzy złowrogie dwie siły A miasto poszło z nimi! Miasto co dotąd spętane Wiązane dotąd pętlą było Jakby wisielczą... Niewolone nakazem, klejone obwieszczeniem Godłem wrogim znaczonym Oszczerczym szpecone plakatem Suchym kłamstw szczekaczek trzaskiem Gromkim, obcym ogłuszone śpiewem Pijackim i grubym Śmiechem chamskim I niebotyczna butą Nowej rasy panów znakiem! W sak łapanek zgonieni Jak zwierzyna łowna Dumni niegdyś Warszawiacy! Bo stu Polaków za jednego się płaci Niemca A będzie dwieście za dwadzieścia tysięcy Ludzie upodleni żon gwałtem Na bezsilnych mężów oczach Synów kopaniem, kolbami biciem Miasto ze stemplem jest Rzeszy Z żołdackim na gardle butem Szybkostrzelnym szachowane karabinem Wparte bagnetem w ścianę Kolczastym otoczone drutem Chrystus w cierniowej koronie Wypalone do cna getto Serce jego krwawiące Miasto umęczone Z godności okradzione, pobite, złamane Podbite a niezłomne Więc niechże wreszcie stolica zemstę wywrze Honor nareszcie odzyska Gdy załopocze na nią znowu dumnie Nasza Biało Czerwona! Że nasza ona, nie sowiecka Nasza jest Polska! Jedna, jedyna... O to straceńcy poszli walczyć Zabijać poszli I ginąć Przede wszystkim ginąć... Zwiedzione dziewczęta, naiwni chłopcy Gładcy, młodzi, głupi jeszcze Tak odważni szaleńczo Niewinni! Ulotni tak Tak przejmująco piękni! Pod kulę, granat, w ogień Na zatracenie Wymiecie ich historii wiatr Jesienne liście oni tylko, latawiec, zabawka I ofiara oni święta Dla krwawiącego Boga Jemu to zapłacili cenę Za wolności wicher Za oddech jeden swobodny Za Wolnej Polski mgnienie I za flagę w barykadę zatkniętą Dziurawą od kul Fatamorgany, miraże, mgła i dym A jednak oni tam ciągle trwają Trwają uparcie Gdzie malowniczo miasto oplata Meandrując leniwie płynie Krew, krew, krew! Cieknie po bruku ona Strużkami Kapie z parapetów Wsiąka w szpitalne łóżka Sanitariuszki jak łyżwiarki Przez purpurowe suną lodowiska Piruetem Bo wokoło Zewsząd się leje, chlusta posoka Rozbryzgi na murach jej czerwone Maki to zakwitły wojny Świeżo malowane Ułomkiem kreślone, gruzem ostrym, kulą Rzeka krwi... Naród krwią teraz płacze I krwią naród płaci Jak szczury dzieci brodzą Kanałami W cuchnącym ścieku Wśród nieczystości Czyści jak lilijki młode Rosną w mroku harcerze I w te, nazad niosą meldunki Czy Wola trzyma się jeszcze?! Nad Wolą zaciągnięta jest cisza trupia Jedna to już mogiła... Że też draniom nie żal było kul! Źli bo Polacy znów się ośmielają Buntować... Jak w twarz pociskami plują! To i ręce świerzbią Zemsta, zemsta, gwałt i mord! Zbójeckie to prawo Bo zbójeckie to wojsko Słynne nienawiścią, pogardą, otoczone strachem Upite krwią... I wódką! Dirlewangerowcy Szumowina! Śmieci! Ścierwo! Wieczna hańba wasza I niechże po drugiej stronie życia Trybunał ostatni was czeka A z nim razem szatan i przepastne piekła Sąd i odpłata Już Zły wam ogień wieczysty pali Za mordy, za gwałty, za draństwa! Inaczej sensu brak miłości Przegnije całe dobro, uleci piękno Sparszywieje cnota i honor sparcieje Wszy oblezą odwagi mundur Bo zbrodnia nie może iść bez kary Boście za sobą porzucili Sukienkę zadartą Rozkrzyżowane, polukrowane plugastwem Zwłoki panienki z nad Wisły połamane leżą Skarpeta w rozwartych ustach Komunią ostatnią... Wielkie szklane oczy Lalka dziecinna w bruk wbita Gałgan sprany I oczy jej z guzików wielkie Przerażone czarne ślepia Co widziały zbyt wiele Też już otwarte są na zawsze Lecz haftowane usta milczą Jak zasznurowane... Czy Ratusz jeszcze się trzyma?! A Pasta?! Co z Pastą?! Milkną jedno po drugim oporu gniazda Jak tu strzelać celnie? Kiedy sąsiadka u wroga na czele Z klatki tej samej Syn jej urwis i córeczka mała I mąż wąsaty Do szturmu oddziały wrogie wiodą Szturchani Tygrysa lufą Rozpaczliwym requiem naprzód płyną Przez, pociski, wskroś dymów płyną Ścigani chrzęstem stali Bijącej o bruk im w takt gąsienicy Dłoń najmocniej zaciska dłoń Stopa kroczy równo w stopę Oddech w oddech rytm daje Melodia ich to ostatnia Lud czarny spod dwóch błyskawic znaku Na polskie wiodą barykady Jak pod Głogowem Osłania krzyżak szturmy swoje Cywili tarczą... Wybito stolicy zęby Twarz jej siniaków zasnuta dymem Dławią się w nim samoloty Cel zrzutu gubią A chleb do cna zjedzony
Kończą się naboje Kończy się nadzieja Tu pod zimnymi gwiazdami I gwiazda świetlista nasza W wejrzeniu martwym Młodego chłopaka stygnie Perły przed rzucili wieprze Świnie zjadły I poszły obojętne Z nowego koryta żreć Nawóz z poetów Głodną syci glebę Tuli piaszczysta, mazowiecka ziemia Kości na pamiątkę zostają białe Pod chłodnym ciche śpią brukiem Sumienia tu leży wyrzut, przestroga Naiwność młodych Cnotą jest ich największą Naiwność starych Największą jest zbrodnią Wiara żywych opuszcza kolejno Bo gdzież jest Bóg!? Gdzie aniołowie jego? Co niby wojskowe meldunki Modlitwy nasze do uszu boskich niosą? Może odwrócił lica? Umarł i on może?! Ostały się nieliczne już oporu gniazda A pomiędzy nimi Jak żyłami brudnymi W kanałach posłańcy płyną Właśnie tu na uboczu W ciemności gęstej utopione, w mroku Zległo szczupłe, chłopięce ciało Z martwej uciekła dłoni Rozkazu zagubiona karta Jak płatek chryzantemy W gęstym, cuchnącym tonie Styksie Czy czuwa jeszcze anioł pański? Czy w dłoniach swych trzyma? Głowę chłopczyka? Ostatni słucha oddech jego? Rano z dumą, błyszczący znak przypiął Wieczorem krzyż harcerski W ściekowym utytłany gównie A może stróż jego zbiegł? I już w niebie Wszak tu na dole Nawet niebieskim posłom Ciut za bardzo śmierdzi Ostatnia umiera miłość... Bo tam gdzieś w ukryciu Przez śmierć na przełaj Ramiona pary są splecione Nocą, potajemnie, w ciszy W szalonym uścisku miłosnym Raz to pierwszy, wojną wyświęcony Raz ostatni Czy zdążył im kto stułą dłonie wiązać? I tak na zawsze związani oni! Bez grzechu... Może polegli od bomby tej samej? W kawałkach wymieszani leżą Tu stopa a tam szczęka Dla Polski... I tej waszej, i naszej Twojej, mojej Polski Wspólnej! Jednej jedynej... Obmytemu posoką lepką Bogu Umarli dług płacą Za pomyślność pokoleń przyszłych Ofiarę mu złożono Z Warszawy Całopalenie! Na Rany Syna Twego Jedynego! Ocal choć prawych! Niewinnych ocal! Lecz prawi, lecz niewinni Zawsze pierwsi umierać idą Stolica jest z map sztabowych Czerwienią krwi wykreślona Z Ziemi już ona oblicza Wytarta czernią jest pogorzelisk Ominął Warszawę front nawet Odwracając oka dział Jakby ze wstydu Nie chcąc gromami salw ciszy rwać Cmentarnej uchybić zadumie i modlitwie Umarło oto samotnie miasto W drgawkach konało eksplozji Zgasło potem dostojnie Ciało powoli stygło Zdradzone, porzucone, wydane wrogom miasto Judaszowym sowieckim pocałunkiem W prawy wydane policzek Opuszczone w chwili konania Na męki i śmierć wydane Puste jego ulice I place Wysadzone gmachy Zerwane mosty Przecinki czarne kreśląc na drogach Idą ocaleni Mieszkańcy miasta Warszawy Einwohner der Stadt Warschau! Obozy śmierci czekają Idźcie w pokoju Chrystusa Ofiara została spełniona Amen... Stanisław Miłkowski Warszawa 01.08.2024/16.01.2025
-----------
Moje 44
Słońce świeci tak mocno
I chmury cudne
Więzione powietrza czystym kryształem
Puch gołębi, lekki, strzępiasty i biały
Delikatność dnia spokojna
Jeszcze...
Jeszcze lata środek
Ech, wzięło by się nad Wisłę pannę
Trzciną wyrosłą smukłą
Którą byle wiatr złamie!
Wiatr historii
Przeklętej
Poszłoby się
Z kolegami na piwo
Po ukończeniu tajnego kompletu
Oni wszyscy
Głowy to wciąż szklanki puste
W nie byle łajdak treść wlać może
Przyszli bohaterowie!
Co kobiety nie zaznali jeszcze
Zamiast niej posmakować idą
Pył gorzki i stal zimną
Krew gorącą
Ginąć pójdą z pieśnią
Śpiewem w piersi, na ustach, w myśli
I poszli
Popędzili głupcy!
A miasto poszło z nimi
Miasto dotąd spętane
Wiązane dotąd pętlą jakby
Wisielczą
Niewolone nakazem
Obwieszczeniem
Łapanką, szczekaczką, biciem
Stemplem i karabinem
Kolczastym otoczone drutem
Chrystus w koronie cierniowej
Miasto umęczone
Z godności wyzute
Podbite a niezłomne
Więc niechże wreszcie
Załopocze nad nim dumnie
Nasza Biało Czerwona!
Poszli więc walczyć
Zabijać poszli
I ginąć
Zwiedzione dziewczęta, naiwni chłopcy
Piękni, młodzi, głupi jeszcze
Tak odważni szaleńczo
Niewinni!
I ulotni tak
Tak przejmująco piękni
Pod kulę, pod granat, w ogień
Na zatracenie
Zdmuchnie ich historii wiatr
Dmuchawce oni, zabawka tylko
I ofiara oni święta
Dla skrwawionego Boga
Zapłacili cenę
Za wolności wicher
Za oddech jeden swobodny
Za Wolnej Polski mgnienie
I za flagę w barykadzie zatkniętą
Dziurawą od kul
Fatamorgany, miraże, mgła i dym
A przecież trwają tam jeszcze uparcie
Gdzie malowniczo miasto oplata
Meandrując ulicami płynie
Krew, krew, krew!
Cieknie po bruku ona
Strużkami
Zewsząd się leje
Chlusta świeża posoka
Rozbryzgi na murach jej czerwone
To maki zakwitły wojny
Kreślone odłamkiem, gruzem, kulą
Rzeka ciepłej krwi
Naród krwią teraz płacze
I krwią naród płaci
A tam gdzieś w ukryciu
Śmierci na przekór
Ramiona pary są splecione
Pojemnie, nocą, cicho
W szalonym miłosnym uścisku
Raz to pierwszy, wojną wyświęcony
Raz to ostatni
Kto wie?
Może zlegli od bomby tej samej
W kawałkach zmieszani leżą
Dla Polski waszej i dla naszej
Jednej jedynej
Opitemu posoką ludzką płacą Bogu
Ofiarę mu złożono
Z Warszawy
Całopalenie!
W Imię Syna Twego Jedynego
Ocal choć prawych!
Lecz prawi pierwsi umierać będą
Stolica z oblicza już starta ziemi
Dogasa powoli dostojnie
Kona oto samotne miasto
Zdradzone, opuszczone, porzucone
W drgawkach eksplozji
W mękach
Mieszkańcy Miasta Warszawy
Obozy śmierci czekają
Idźcie w pokoju Chrystusa
Ofiara jest spełniona
Amen
Zapamiętajmy bohaterów
Cześć im i chwała!
Z miłości, z woli, z pracy ciężkiej
Z martwych, z gruzu wstało
Dumne i piękne
Monday, July 22, 2024
Nothing
Nothing
Pewnego razu nic nie robiłem
Nie zajmowałem niczym szczególnym
Niczym się dzień ten nie wyróżniał
Nic było doświadczeniem wspólnym
Bo nie doświadczał nikt niczego
Nikt nic nie wnosił do dyskusji
I nic nikomu się nie chciało
Nawet nikomu z nikim się kłócić
Nie rozstrzygnięto żadnych sporów
Nie wyjaśniono niejasności
Nic się niczego nie trzymało
A nawet to mięso odlazło od kości
Nic było niemal namacalne
Mogłeś je dotknąć i zobaczyć
A wszystko wokół zanikało
Nic wszystko zaczynało znaczyć
To co schodziło ze sceny świata
Robiło blade się i dalekie
Jak prześwietlone klatki filmu
Jak woda doprawiona mlekiem
Ale nikt tym się ne przejmował
Nie żywił gniewu i w niejasności
Po raz ostatni na świat spoglądał
I sam rozpadał się w nicości
Chociaż przepadły zbrodnie, draństwa
Gniew, hipokryzji całe tony
Nienawiść, zemsta, starość i śmierć
T0 nie zadzwonią miłości dzwony
Nikt już nikogo nie przytuli
Antybiotyku nie wynajdzie
W śnieg stromej nie pokona góry
I bez ambicji nigdzie on zajdzie
Śmiechem wybuchnąć już nie zdoła
Z godnością dotrwać śmierci męki
Nikomu zachwyt, piękno i chwała
Jak uścisk choć raz boskiej ręki
Wszystko zapadło się, rozpadło
I rozproszyło się i zniknęło
A to mnie w końcu obudziło
Wypełniać nic się znów zaczęło
Patrzę! Istnieje chociaż sufit
Poduszka mokra, serce sarenki
Potem zacząłem zaś rozmyślać
Popłynął w uchu dźwięk piosenki
Że nic niczego jest nie warte
Zaś wszystko warte jest wszystkiego
A niebo daje raz dziką kartę
Jednemu asa drugiemu damę
Rzadką, jedyną i bezcenną
Licytuj, rzucaj na stół i graj!
Bo wszystko znów pochłonie ciemność
Friday, July 19, 2024
Zmysły
Zmysły
Widziałem
Okradali biednego
Słyszałem
Lepkie kłamstwa do niego
Poczułem
Zapach słodki złodziei
Dotknąłem
Torów życia kolei
Smakowałem
Gorzkich resztek nadziei
Ref: Moje zmysły mnie bolą
Weź dorośnij pierdolą
Ja chcę czuć i smakować!
Mocno życia próbować
Widziałem
Kopali leżącego
Słyszałem
Krzyki, błagania jego
Poczułem
Z metalu zapach krwi
Dotknąłem
Klamki, by zamknąć drzwi
Smakowałem
Strachu co we mnie śpi
Ref: Moje zmysły mnie bolą
Weź dorośnij pierdolą
Ja chcę czuć i smakować!
Mocno życia próbować
Widziałem
Tych co trzymają władzę
Słyszałem
Że już nic nie poradzę
Poczułem
Zapach mej bezsilności
Dotknąłem
Beznadziei miałkości
Smakowałem
Ścieku co z codzienności
Ref: Moje zmysły mnie bolą
Weź dorośnij pierdolą
Ja chcę czuć i smakować!
Mocno życia próbować
Widziałem
Wojnę w telewizorze
Słyszałem
Że, mnie też pożreć może
Poczułem
Swąd z palonej Warszawy
Dotknąłem
Jasnym ogniem zabawy
Smakowałem
Ostrej gniewu przyprawy
Ref: Moje zmysły mnie bolą
Weź dorośnij pierdolą
Ja chcę czuć i smakować!
Mocno życia próbować
Widziałem
Zachód oraz wschód słońca
Słyszałem
Słowa prawdy do końca
Poczułem
Zapach świeżego chleba
Dotknąłem
Ciebie, kawałka nieba
Smakowałem
Właśnie tego co trzeba
Ref: Zmysły już mnie nie bolą
A niech sobie pierdolą
Bo ja czuję, smakuję
Mocno życia próbuję
Stanisław Miłkowski
Warszawa 15.07.2024