Tuesday, February 18, 2025

Jeszcze Polska!

Jeszcze Polska!

Kiedy wygraża wspólny wróg
Znów będzie Honor, Ojczyzna, Bóg!
Sztandar na nowo pójdzie w górę
Za flagą naród stanie murem
I modna będzie ojczyzny miłość
Do łask się wróci odwaga, siła
Mężczyzn szacunek do kobiety
Troska, opieka, matczyny etos
I panien słabość do munduru
Co za chłopcami pójdą sznurem
Bo tutaj kwitną maki czerwone
Kryją równiny łąki zielone
Krojone srebrnym korytem rzeki
Ziemia to nasza, matka na wieki
Zbożem jak miodem złocone pola
W przedszkolu Krzysio, Kasia i Ola
Mieszkają w książkach swojskie słowa
Trzeszczy, szeleści ojców mowa
Łączą zwycięstwa, spajają klęski
Gdzie indziej łatwiej a jednak tęsknisz
Z cudzego pieca chleb zawsze gorzki
W domu słodyczą smakują troski
Jest o co walczyć, za co umierać
Trzeba z bagnetu więc rdzę wycierać
Dzisiaj podniebnych mamy Husarzy
A kiedy jednak wróg się poważy
I przyjdzie znowu podpalić Polskę
To my runiemy żelaznym wojskiem!
Słowo jest tanie, trudno nim strzelać
Kończę więc gębę sobie wycierać
Wyświechtanymi frazesami
Przysięgam bronić, co kocham z Wami!

Warszawa 18.02.2025

Przecież

Przecież 


Przecież nie warto ciągle się kłócić

Niczym cepami po głowach młucić

Argumentami, inwektywami

Walczyć o status nad statusami

Poniżać innych by się wywyższyć

Zamiszczać posty, gniewne słać listy 

I listy wrogów sobie spisywać

Lepiej wieczorem napić się piwa

Kochankę lepiej swoją przytulić

Wędrować nocą po śnieżnej kuli

Cieszyć zmarzniętym i pięknym światem

Świetlistym złotem upić się latem

Wiosny zielenią paść się jak krowa

Z gór spływa woda do morza nowa

Co krystaliczna i nieskarzona

Miłość nienawiść zawsze pokona

Biały gołąbek przez błękit leci

Wciąż nowe pod nim rodzą się dzieci

Nadzieja na świat przychodzi nowa

Same się tulą do siebie słowa

Bo były pierwsze, będą ostatnie

Myśl wspólna klei umysły bratnie

Zaczerpnąć dłonią z ciemnych odmętów

Koić wzburzone fale zamętu 

Światło nalewać w źrenicy studnie

Naprzód iść dziarsko, aż chodnik dudni

Aż dudni w skroniach krew niespokojna

I ponieść pokój, gdzie płonie wojna 

Jak pastor co miał kiedyś marzenie

Wybierz zbawienie, nie potępięnie

To tylko proste, naiwne rymy

Naiwność dziecka przecież chronimy

Miliardy mieści nieboskłon gwiazd

Tarcza zegarka wciąż skrapla czas

Czasu i miejsca dla wszystkich starczy

Wracajcie z tarczą, nie na tarczy!


Stanisław Miłkowski 

Warszawa 18.02.2025 

Thursday, January 16, 2025

Trzymaj się Mario!

Trzymaj się Mario!


Niechże Maryja
Trzyma się mocno
Bo świeże kwiaty
Rosną na wiosnę
Bo stare smutki
Rozpuszcza czas
Serce wciąż bije
Bo rośnie las
Niechże Maryja
Mocno się trzyma
Bo świeci światło
Kończy się zima
Wracają ptaki
Odpłyną chmury
Przebija słońce
Dzień szarobury
A długie nogi
Choć narowiste
Przemierzą szybciej
Dróg wyboistych
Ścieżek przez mapy
Kręte szlaki
Bo wrócą ptaki
Na papier znaki
Co raz zburzone
Znowu powstanie
Syna urodzi
Ten zmartwychwstanie
Obieca winnym
Obieca grzesznym
Miłość zwycięży
Traumy bolesne
Trawa zielona
Pokryje wzgórza
Bolesną traumę
W makach unurza
Co poniżone
Będzie wzniesione
Bóg cię Maryjo
Pojął za żonę

Stanisław Miłkowski
Warszawa 15.01.2025

Thursday, January 9, 2025

Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć

Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć Obrażam w pięciu językach Zawsze patrzę wysoko Mierzę w gwiazdy, hen gdzie myśli Śmigłej, jasnej, przeczystej Bóg zawiesił swoje oko Znam medianę, dominantę Liczę średnią ważoną Samodzielnie statystyczne Mierzę ja odchylenie Definiuję je bez netu Bez użycia telefonu Wdycham czyste powietrze I kobiece spijam perfumy Pannom nocne niebo kreślę Pod sukienką palcami i pod kostiumem W bak paliwo w gardło leję Czystej mocy oktany I potrafię magię czynić Inkantacji bez, bez many Drogę zawsze biorę krętą Lecz nie ścinam na zakrętach Ścinam białko wrogom w żyłach W skrzydłach chronię swe pisklęta Latać uczę je samemu Lecz bez wyrzucania z gniazda Jedno mogę ci obiecać Ze mną tylko ostra jazda Niby morze pod księżycem Przychodzę raz, raz odchodzę Mówią że za dużo solę Ale nigdy ci nie słodzę Tańczą w głowie wolne myśli Co ścigają gwiazdozbiory Jak pod czarną wieżą Roland Nauczony już pokory Chylę czoło, kłonisz głowę Zjednoczeni pod kocem Wspólna noc jest ciepły koc jest Wstyd ukryłaś pod kocem Oddech twój wzlatuje nocą Zimą marzną nawet gwiazdy

Marzną ptaki, marzną ludzie

Marznie w kalendarzu grudzień Zimą ciut zaspany księżyc Srebrny marzeń kierunkowskaz Chmury szepczą duszy, uleć Głowa twoja ciąży, zostań! Jak przepastna grawitacja Żebra tłoczy przerażenie Kryształ kwarcu wprawia w drżenie Każdy oddech, oka mgnienie Księżyc mruga ślepym okiem Sny wirują pod sklepieniem Srebrną sufit broczy farbą

Ciebie tulę z rozrzewnieniem

Krew aortą, żyłą wrotną Serce tłoczy z obciążeniem

I pompuje wprost do mózgu

Tętnicami ze znużeniem W gęstym słodkim soku myśli Jedna tonie, potem druga W dół powieki jak zasłony

Opadają, cicho tonę

Nocy wchłania cisza długa

Na zegarze prawie druga

Utonąłem razem z tobą

Pod srebrzystym nieboskłonem

Oddech twój pod rękę wziąłem

Nastrojone kamertonem

Lecą równo, synchronicznie

Krok w krok bierzą z metronomem

Zasypiamy wraz z księżycem

Dziś snów jesteś moich domem

Monday, December 9, 2024

Trzecia Fala
Jakby powiedziała moja siostrzenica, jeśli chodzi o cyfrowe technologie, należę do team pesymista. Wiele aspektów współczesnego świata zmieniło się nagle, diametralnie, przepoczwarzyło i przenicowało. Niestety nie są to zmiany na lepsze. Wszystko zaś odbyło się niemal całkowicie bez naszej świadomości czy przyzwolenia. Specjaliści dostrzegają zachodzącą właśnie niezwykle ważką, gigantyczną rewolucję informacyjną i cyfrową. To po agrarnej i przemysłowej to trzecia epoka. Badacze odnotowują jej przebieg i rozważają implikacje. Rozpoznają przynajmniej niektóre aspekty nowego porządku. Reszta społeczeństwa jest nieświadoma. Przemiana zachodzi w cieniu.

Nowi Gracze
Kilka spółek notowanych na nowojorskiej giełdzie, wszystkie technologiczne, przekroczyło już wycenę na poziomie trzech bilionów dolarów. PKB Polski właśnie zbliża się do biliona a jesteśmy przecież dwudziestą pierwszą gospodarką świata. Trzy biliony dolarów to okolice PKB Niemiec albo Japonii. Oczywiście Big Techy dysponują znacznie mniejszymi środkami operacyjnymi, ale kraje też dysponują wyłącznie budżetami, wielokrotnie niższymi od całego krajowego produktu państw. Możliwości GAFAM (Google, Amazon, Facebook, Apple, Microsoft) wydają się niemal pozbawione limitów. Każda władza deprawuje, władza absolutna zaś deprawuje absolutnie.

Nieodparta Pokusa
Naczelna zasada, którą kierują się spółki to maksymalizacja zysku. Etyka, troska o klimat czy społeczeństwo, przestrzeganie prawa, inkluzywność i tym podobne bzdury ważne są tylko o ile prowadzą do wzrostu wyceny giełdowej. Tak działa presja akcjonariatu i Opcja Menedżerska.Nawet jeśli założycielami i prezesami kierowały kiedyś wielkie wizje czy szczytne ideały, to nie mają one już żadnego przełożenia na działalność korporacyjnych molochów. Firmy będą zawsze dryfować w stronę zysku, w kierunku zarabiania większych pieniędzy. Obiorą kurs w poprzek sumienia czy moralności. Beznamiętnie i bezosobowo. Struktura korporacyjnej władzy jest niedemokratyczna, nieprzejrzysta, działania zaś praktycznie pozbawione zewnętrznej kontroli.

Cyfrowy Odcisk Palca
Zarówno korporacje jak i rządy zyskały narzędzia o których dawni dyktatorzy mogli wyłącznie marzyć. Obecnie można kontrolować i śledzić niemal wszystkie aspekty ludzkiego życia. Każda czynność dokonana w cyfrowym świecie pozostawia ślad. Każde wyszukiwanie, każda wypowiedź, każde zakupy i każda płatność znaczy w sieci łatwo dostępny trop.Widać wszystkie zdjęcia i polubienia, zainteresowania, nawyki, wykształcenie i gust. Udostępniamy listę naszych znajomych i osób obserwowanych. Zbudować można całą siatkę powiązań pomiędzy ludźmi. Dziś nawet amator może wyszukać ogrom faktów o sprawdzanej osobie. Specjalista znajdzie o wiele więcej. Sztuczna inteligencja jest jeszcze skuteczniejsza, pozwalając na błyskawiczne klasyfikowanie na masową skalę. AI umożliwia przeszukiwanie przesiewowe, pod zadany profil. Służby typują tak potencjalnych ekstremistów, terrorystów czy przestępców.

Permanentna Inwigilacja
Ludzi można tropić także "w realu", korzystając choćby z lokalizatora GPS smartfona. Można zapisywać trasy śledzonych i na tej podstawie tworzyć profile osobowe oraz mapy kontaktów z innymi ludźmi. Dzięki wyłącznie tym danym da się określić rodzinę, współpracowników, przyjaciół a nawet poznać kochanki. Mikrofony telefonów domyślnie ustawione są tak, by cały czas nasłuchiwać i wyłapywać słowa kluczowe. Mało kto dezaktywuje GPS i mikrofon w swoim telefonie. Nawet jednak jeśli wyłączy, da się je zdalnie włączyć a nawet uruchomić kamerę korzystając z odpowiedniego oprogramowania. Nasłuchiwać można także telefonów osób w pobliżu celu. W dużych miastach kamery monitoringu i inne kamery przemysłowe rozmieszczone są niemal wszędzie, stale rejestrując zapis wideo, umożliwiając potwierdzenie identyfikacji śledzonego. Narzędzia do rozpoznawania głosu i twarzy już teraz mają niesamowitą skuteczność. Telefony i urzędy masowo gromadzą ludzkie twarze i odciski palców. Niebawem zapewne również nasze DNA znajdzie się w bazach danych, jak dziś grupa krwi. Pobrane zostanie choćby w badaniach przesiewowych, przy tworzeniu celowanych terapii.

Państwa Na Wojnie
Organizacje takie jak Hamas czy Hezbollah, liczące dziesiątki a nawet setki tysięcy członków, mające świadomość zagrożeń, własny kontrwywiad, wysokie finansowanie oraz zewnętrzne wsparcie, w starciu cyfrowej wojny nie miały żadnych szans. Przeciwnik równie okrutny i pozbawiony zasad, dysponujący zaawansowaną technologią rozbił je w proch i pył. To nie SigInt zawiódł feralnego 07.10.2023. Przeciwnie, hacking, drony obserwacyjne i narzędzia AI użyte do targetingu i dyskryminacji celów pokazały swoją piekielną skuteczność, zarówno w niszczeniu całych organizacji jak również w chirurgicznych uderzeniach w ich dowódców. Przetrwać nie pomogła budowana latami infrastruktura podziemnych tuneli ani ukrycie pośród cywilów czy za granicą. Szin Bet i Mossad masowo włamywały się do urządzeń elektronicznych, śledziły, przechwytywały i podsłuchiwały sygnały telefonów, mapowały trasy przemieszczania, miejsca spotkań cierpliwie tkając sieć powiązań, filmowały z dronów wiedział o ataku a system nadzoru nie został oszukany. Zwyczajnie zlekceważono informacje.  Co zaawansowane technologicznie państwo było w stanie wykonać dzisiaj, w Polsce będzie pewnie możliwe za dekadę lub nawet wcześniej.

Kontakt z siecią będzie coraz bardziej indywidualny i intymny. Algorytm pozna nasze lęki, potrzeby, emocje i pragnienia. Nauczy się jednocześnie jak wszystkie je kreować na zamówienie. Już teraz możliwa jest celowana reklama czy kierowana personalnie propaganda polityczna, dostępne są niezwykle skuteczne narzędzia do sterowania ludzkim zachowaniem na poziomie jednostki. Wszystko kierowane pod kreowany syntetycznie profil osobowościowy. Trwa pełnoskalowa wojna kognitywna. Wojna o naszą uwagę, pieniądze, rozpoznawanie i kreowanie poglądów, zachowań, o ściślejszą i doskonalszą kontrolę. Dzięki doskonalonym stale algorytmom sztucznej inteligencji korporacje,władze oraz obce państwa zyskują możliwość jednoczesnego wpływu na ludzi celowanego indywidualnie w miejsce standardowego przekazu kierowanego do mas, całych grup społecznych czy narodów.

Interfejs człowiek - maszyna jest coraz doskonalszy i coraz bardziej osobisty. Smartwatche zapisujące stale dane biomedyczne stały się powszechne. Mierzą puls i stres, liczą kroki, zapisują godziny snu i aktywności. Chodzą z nami do łóżka. Okulary VR i rzeczywistości rozszerzonej, zwiększające doznania, poszerzające i przedłużające kontakt z maszyną stale są ulepszane. Zapewne niebawem nowe gadżety trafią pod strzechy. Za zakrętem jest coraz więcej wynalazków a wyścig do stworzenia urządzenia, które zastąpi smartfona trwa w najlepsze i już pochłania miliardy dolarów. Cele stawiane wynalazcom są dwa. To dłuższa ekspozycja i doskonalsza immersja.

Niemal już za rogiem czai się Internet Rzeczy. Coraz więcej elementów naszego otoczenia zaczynając od drzwi, lodówek, pralek, poprzez sygnalizację świetlną, samochody, windy, klucze, na butach i szczoteczce do zębów kończąc, zyskają swoją reprezentację w sieci. Rzeczywistość cyfrowa oznaczy, rozpozna i wchłonie w siebie  analogowy świat. Od współuczestniczenia w tej rzeczywistości właściwie nie będzie już ucieczki, chyba że w Bieszczady.

Saturday, August 3, 2024

Psalm Sześćset Sześćdziesiąty Szósty

Psalm Sześćset Sześćdziesiąty Szósty

Czemu za wolność męki się płaci Rozstanie ceną za cud miłości Przychodzi zawsze ból po ekstazie Proste się nudzą przyjemności Owocem bywa strach ciekawości Zerwanym z drzewa złych wiadomości Złowróżbnym echem prosto z przyszłości Kolce ukryte w rzeczywistości Szaleństwo czuwa tuż za jej progiem Umysł na progu złamać jak nogę Przebyć granicę i ruszyć w drogę Na zawsze żegnać się z dobrym Bogiem Uchodźcą zostać z tej codzienności Wyrzutkiem obcym dla społeczności Wędrowcem szlakiem wprost ku nicości Z rozpadem własnej osobowości Gnijącym ego, podświadomością Min pełną, wspomnień, duchów przeszłości Ciemności dziecię a nie światłości Abortowane już z powszedniości W dolinę cudów, mrocznej wolności Żuć gorzki żółci kwiat konieczności Buja pokładem sztorm jak pijany Od ściany miota do drugiej ściany Zatopił okręt sternik zbłąkany Pod niebem rudym, krwią malowanym Nabitym gwoździ z lodu gwiazdami Ciężkim jak granit, jak zguba tanim Gdzie chrzęści z chęci żwir pod stopami I lawa płynie gdzie szczelinami Tron tam żelazny, Pan Nad Duchami Złymi Bytami zasiada na nim W stalowe chmury bodzie rogami Jak czarna dziura wierci oczami Z mosiądzu krzesze skry kopytami Mieląc młyńskimi kół zębiskami W trującą mąkę zepsute dusze Larwy te truchła te karalusze Przegniłe martwe resztki napuchłe W pył ściera jedno truchło za truchłem Białe robale, tłuste ma wargi Szkarłatny jęzor, proporzec długi To jemu spłaca się stare długi On się rozlicza z potępieńcami Wloką okowy, brzdęk kajdanami Rytmicznie dzwonią dzyń! łańcuchami Jęki unoszą się oktawami Płyń zatem pieśni nad pieśniami!
Warszawa 22.02.2025






Wednesday, July 31, 2024

Moje 44

Moje 44 Zwisło słońce nad miastem I praży jasno, równo, mocno W dół z błękitnego dzbana Żar złotych tryska kropel Gdzie rzeki brzegi Skrzącym podpalone piaskiem Tak gorąco, jaskrawo tak Prześwietlone lata klisze Jak odległe bombowce Naburmuszone warczą trzmiele Świat kołysze się, płynie Na upału leniwych buja falach A powietrze wokół lekkie I na wskroś przejrzyste Delikatnie drży czysty, wyżarzony kryształ Przepastny błękit pasie oczy głodne Głębokie oczy młode Spojrzenie co zmęczone, szare Barwą nową wysyca pyszną Marzenia w brudnym cieniu wojny Zbladłe, przywiędłe, zemdlałe jakby W to senne popołudnie Dzień pogodny z nową nadzieją tuli Zieleni myśli Wiaterek w nieboskłonu skacze głębię Płoche chmurki stroszy Zgubiony puch gołębi to rozgania, to zbiera Tak odległy, lekki taki, strzępiasty i biały Jak cukrowa mięknie wata Delikatność rozpływa się dnia spokojna Spokojna wciąż Spokojna jeszcze... Lata to południk przecież Nie czas teraz dział huku, palby karabinów Spadł z kalendarza dzień kolejny Dawno odwołanych wakacji Ech, pannę jaką wreszcie porwać z sobą! Zabrać gdzie na wycieczkę Spacerkiem nad Wisłę pójść by prosto Tam zieleń wzrasta bujna, gęsta Ze ścieżki wąskiej by zejść Chaszcze splątane znaleźć I zbłądzić Dłonią w miodem pachnące zbłądzić włosy I razem zgubić się z panną światu Wiotką taką Taką wysoko wzrosłą Jakby trzciną młodą, smukłą Co to ją byle wiatr zegnie, złamie Otoczyć ramieniem silnym, śmiałym Bo wiatr historii wieje Przeklętej! Poszłoby się, ech! Z przyjaciółmi na piwo chłodne Chłodnym wieczorem Zaraz po ukończeniu Sekretnej szkoły Przecież oni wszyscy Głowy wciąż szklanki puste W nie byle łajdak Treść trującą wlać może Płyną sny na jawie Napędzane cichym, miarowym zegarka cykiem Już pół do piątej?! Przecież kanapek z domu wziąć nie zdążę! Mama spakowała Pocałunkiem czoła nie opieczętuje Na szczęście Przez bramę za szewcem prosto biec trzeba Tam gdzie zbiórki punkt... Gdzie przez krtań ściągniętą Porucznik ledwo wyciska rozkazy Dowódcy drużyn! Każdy ma pobrać ze składu Karabin sztuk jeden, magazynków jeden, granatów sześć Reszta, butelki brać z benzyną I honor polskiego żołnierza wziąć z sobą i męstwo! Broń na wrogu jest rozkaz zdobyć! Oto po śmierć w kolejce, w punkcie stoją Powstania bohaterowie! Co kobiety nie zaznali jeszcze A zamiast niej posmakować idą Gorzki tynku pył Pogorzelisk cuchnący, tłusty dym Zimną na dobranoc stal całować broni I słoną krew pić W tętnicach gra ona gorąca, młoda Strachem ścięta, euforią zgrzana Sycona tlenem, że wrze Świeżej i słonej krwi posmakują Gdy w pierś ugodzeni, krwią swoją W gardle spienioną będą się dławić! Będą ginąć z myślą gniewną Lecz teraz jeszcze Zemsty pieśni słowa stepują w głowie Wciąż szumi w uszach melodia W skroniach rytm dudni Wolności krzyk pierś rozpiera dumą W cwał unosi żebra Gorączką jakby pali Żegnając spierzchłe usta Godzina W wybiła... I ruszyli głupcy! W dwa ognie ćmy zwabione Muszka mała wciśnięta Między gazetę a ścianę Pomiędzy złowrogie dwie siły A miasto poszło z nimi! Miasto co dotąd spętane Wiązane dotąd pętlą było Jakby wisielczą... Niewolone nakazem, klejone obwieszczeniem Godłem wrogim znaczonym Oszczerczym szpecone plakatem Suchym kłamstw szczekaczek trzaskiem Gromkim, obcym ogłuszone śpiewem Pijackim i grubym Śmiechem chamskim I niebotyczna butą Nowej rasy panów znakiem! W sak łapanek zgonieni Jak zwierzyna łowna Dumni niegdyś Warszawiacy! Bo stu Polaków za jednego się płaci Niemca A będzie dwieście za dwadzieścia tysięcy Ludzie upodleni żon gwałtem Na bezsilnych mężów oczach Synów kopaniem, kolbami biciem Miasto ze stemplem jest Rzeszy Z żołdackim na gardle butem Szybkostrzelnym szachowane karabinem Wparte bagnetem w ścianę Kolczastym otoczone drutem Chrystus w cierniowej koronie Wypalone do cna getto Serce jego krwawiące Miasto umęczone Z godności okradzione, pobite, złamane Podbite a niezłomne Więc niechże wreszcie stolica zemstę wywrze Honor nareszcie odzyska Gdy załopocze na nią znowu dumnie Nasza Biało Czerwona! Że nasza ona, nie sowiecka Nasza jest Polska! Jedna, jedyna... O to straceńcy poszli walczyć Zabijać poszli I ginąć Przede wszystkim ginąć... Zwiedzione dziewczęta, naiwni chłopcy Gładcy, młodzi, głupi jeszcze Tak odważni szaleńczo Niewinni! Ulotni tak Tak przejmująco piękni! Pod kulę, granat, w ogień Na zatracenie Wymiecie ich historii wiatr Jesienne liście oni tylko, latawiec, zabawka I ofiara oni święta Dla krwawiącego Boga Jemu to zapłacili cenę Za wolności wicher Za oddech jeden swobodny Za Wolnej Polski mgnienie I za flagę w barykadę zatkniętą Dziurawą od kul Fatamorgany, miraże, mgła i dym A jednak oni tam ciągle trwają Trwają uparcie Gdzie malowniczo miasto oplata Meandrując leniwie płynie Krew, krew, krew! Cieknie po bruku ona Strużkami Kapie z parapetów Wsiąka w szpitalne łóżka Sanitariuszki jak łyżwiarki Przez purpurowe suną lodowiska Piruetem Bo wokoło Zewsząd się leje, chlusta posoka Rozbryzgi na murach jej czerwone Maki to zakwitły wojny Świeżo malowane Ułomkiem kreślone, gruzem ostrym, kulą Rzeka krwi... Naród krwią teraz płacze I krwią naród płaci Jak szczury dzieci brodzą Kanałami W cuchnącym ścieku Wśród nieczystości Czyści jak lilijki młode Rosną w mroku harcerze I w te, nazad niosą meldunki Czy Wola trzyma się jeszcze?! Nad Wolą zaciągnięta jest cisza trupia Jedna to już mogiła... Że też draniom nie żal było kul! Źli bo Polacy znów się ośmielają Buntować... Jak w twarz pociskami plują! To i ręce świerzbią Zemsta, zemsta, gwałt i mord! Zbójeckie to prawo Bo zbójeckie to wojsko Słynne nienawiścią, pogardą, otoczone strachem Upite krwią... I wódką! Dirlewangerowcy Szumowina! Śmieci! Ścierwo! Wieczna hańba wasza I niechże po drugiej stronie życia Trybunał ostatni was czeka A z nim razem szatan i przepastne piekła Sąd i odpłata Już Zły wam ogień wieczysty pali Za mordy, za gwałty, za draństwa! Inaczej sensu brak miłości Przegnije całe dobro, uleci piękno Sparszywieje cnota i honor sparcieje Wszy oblezą odwagi mundur Bo zbrodnia nie może iść bez kary Boście za sobą porzucili Sukienkę zadartą Rozkrzyżowane, polukrowane plugastwem Zwłoki panienki z nad Wisły połamane leżą Skarpeta w rozwartych ustach Komunią ostatnią... Wielkie szklane oczy Lalka dziecinna w bruk wbita Gałgan sprany I oczy jej z guzików wielkie Przerażone czarne ślepia Co widziały zbyt wiele Też już otwarte są na zawsze Lecz haftowane usta milczą Jak zasznurowane... Czy Ratusz jeszcze się trzyma?! A Pasta?! Co z Pastą?! Milkną jedno po drugim oporu gniazda Jak tu strzelać celnie? Kiedy sąsiadka u wroga na czele Z klatki tej samej Syn jej urwis i córeczka mała I mąż wąsaty Do szturmu oddziały wrogie wiodą Szturchani Tygrysa lufą Rozpaczliwym requiem naprzód płyną Przez, pociski, wskroś dymów płyną Ścigani chrzęstem stali Bijącej o bruk im w takt gąsienicy Dłoń najmocniej zaciska dłoń Stopa kroczy równo w stopę Oddech w oddech rytm daje Melodia ich to ostatnia Lud czarny spod dwóch błyskawic znaku Na polskie wiodą barykady Jak pod Głogowem Osłania krzyżak szturmy swoje Cywili tarczą... Wybito stolicy zęby Twarz jej siniaków zasnuta dymem Dławią się w nim samoloty Cel zrzutu gubią A chleb do cna zjedzony

Kończą się naboje Kończy się nadzieja Tu pod zimnymi gwiazdami I gwiazda świetlista nasza W wejrzeniu martwym Młodego chłopaka stygnie Perły przed rzucili wieprze Świnie zjadły I poszły obojętne Z nowego koryta żreć Nawóz z poetów Głodną syci glebę Tuli piaszczysta, mazowiecka ziemia Kości na pamiątkę zostają białe Pod chłodnym ciche śpią brukiem Sumienia tu leży wyrzut, przestroga Naiwność młodych Cnotą jest ich największą Naiwność starych Największą jest zbrodnią Wiara żywych opuszcza kolejno Bo gdzież jest Bóg!? Gdzie aniołowie jego? Co niby wojskowe meldunki Modlitwy nasze do uszu boskich niosą? Może odwrócił lica? Umarł i on może?! Ostały się nieliczne już oporu gniazda A pomiędzy nimi Jak żyłami brudnymi W kanałach posłańcy płyną Właśnie tu na uboczu W ciemności gęstej utopione, w mroku Zległo szczupłe, chłopięce ciało Z martwej uciekła dłoni Rozkazu zagubiona karta Jak płatek chryzantemy W gęstym, cuchnącym tonie Styksie Czy czuwa jeszcze anioł pański? Czy w dłoniach swych trzyma? Głowę chłopczyka? Ostatni słucha oddech jego? Rano z dumą, błyszczący znak przypiął Wieczorem krzyż harcerski W ściekowym utytłany gównie A może stróż jego zbiegł? I już w niebie Wszak tu na dole Nawet niebieskim posłom Ciut za bardzo śmierdzi Ostatnia umiera miłość... Bo tam gdzieś w ukryciu Przez śmierć na przełaj Ramiona pary są splecione Nocą, potajemnie, w ciszy W szalonym uścisku miłosnym Raz to pierwszy, wojną wyświęcony Raz ostatni Czy zdążył im kto stułą dłonie wiązać? I tak na zawsze związani oni! Bez grzechu... Może polegli od bomby tej samej? W kawałkach wymieszani leżą Tu stopa a tam szczęka Dla Polski... I tej waszej, i naszej Twojej, mojej Polski Wspólnej! Jednej jedynej... Obmytemu posoką lepką Bogu Umarli dług płacą Za pomyślność pokoleń przyszłych Ofiarę mu złożono Z Warszawy Całopalenie! Na Rany Syna Twego Jedynego! Ocal choć prawych! Niewinnych ocal! Lecz prawi, lecz niewinni Zawsze pierwsi umierać idą Stolica jest z map sztabowych Czerwienią krwi wykreślona Z Ziemi już ona oblicza Wytarta czernią jest pogorzelisk Ominął Warszawę front nawet Odwracając oka dział Jakby ze wstydu Nie chcąc gromami salw ciszy rwać Cmentarnej uchybić zadumie i modlitwie Umarło oto samotnie miasto W drgawkach konało eksplozji Zgasło potem dostojnie Ciało powoli stygło Zdradzone, porzucone, wydane wrogom miasto Judaszowym sowieckim pocałunkiem W prawy wydane policzek Opuszczone w chwili konania Na męki i śmierć wydane Puste jego ulice I place Wysadzone gmachy Zerwane mosty Przecinki czarne kreśląc na drogach Idą ocaleni Mieszkańcy miasta Warszawy Einwohner der Stadt Warschau! Obozy śmierci czekają Idźcie w pokoju Chrystusa Ofiara została spełniona Amen... Stanisław Miłkowski Warszawa 01.08.2024/16.01.2025

-----------

Moje 44

Słońce świeci tak mocno
I chmury cudne
Więzione powietrza czystym kryształem
Puch gołębi, lekki, strzępiasty i biały
Delikatność dnia spokojna
Jeszcze...
Jeszcze lata środek
Ech, wzięło by się nad Wisłę pannę
Trzciną wyrosłą smukłą
Którą byle wiatr złamie!
Wiatr historii
Przeklętej
Poszłoby się
Z kolegami na piwo
Po ukończeniu tajnego kompletu
Oni wszyscy
Głowy to wciąż szklanki puste
W nie byle łajdak treść wlać może
Przyszli bohaterowie!
Co kobiety nie zaznali jeszcze
Zamiast niej posmakować idą
Pył gorzki i stal zimną
Krew gorącą
Ginąć pójdą z pieśnią
Śpiewem w piersi, na ustach, w myśli
I poszli
Popędzili głupcy!
A miasto poszło z nimi
Miasto dotąd spętane
Wiązane dotąd pętlą jakby
Wisielczą
Niewolone nakazem
Obwieszczeniem
Łapanką, szczekaczką, biciem
Stemplem i karabinem
Kolczastym otoczone drutem
Chrystus w koronie cierniowej
Miasto umęczone
Z godności wyzute
Podbite a niezłomne
Więc niechże wreszcie
Załopocze nad nim dumnie
Nasza Biało Czerwona!
Poszli więc walczyć
Zabijać poszli
I ginąć
Zwiedzione dziewczęta, naiwni chłopcy
Piękni, młodzi, głupi jeszcze
Tak odważni szaleńczo
Niewinni!
I ulotni tak
Tak przejmująco piękni
Pod kulę, pod granat, w ogień
Na zatracenie
Zdmuchnie ich historii wiatr
Dmuchawce oni, zabawka tylko
I ofiara oni święta
Dla skrwawionego Boga
Zapłacili cenę
Za wolności wicher
Za oddech jeden swobodny
Za Wolnej Polski mgnienie
I za flagę w barykadzie zatkniętą
Dziurawą od kul
Fatamorgany, miraże, mgła i dym
A przecież trwają tam jeszcze uparcie
Gdzie malowniczo miasto oplata
Meandrując ulicami płynie
Krew, krew, krew!
Cieknie po bruku ona
Strużkami
Zewsząd się leje
Chlusta świeża posoka
Rozbryzgi na murach jej czerwone
To maki zakwitły wojny
Kreślone odłamkiem, gruzem, kulą
Rzeka ciepłej krwi
Naród krwią teraz płacze
I krwią naród płaci
A tam gdzieś w ukryciu
Śmierci na przekór
Ramiona pary są splecione
Pojemnie, nocą, cicho
W szalonym miłosnym uścisku
Raz to pierwszy, wojną wyświęcony
Raz to ostatni
Kto wie?
Może zlegli od bomby tej samej
W kawałkach zmieszani leżą
Dla Polski waszej i dla naszej
Jednej jedynej
Opitemu posoką ludzką płacą Bogu
Ofiarę mu złożono
Z Warszawy
Całopalenie!
W Imię Syna Twego Jedynego
Ocal choć prawych!
Lecz prawi pierwsi umierać będą
Stolica z oblicza już starta ziemi
Dogasa powoli dostojnie
Kona oto samotne miasto
Zdradzone, opuszczone, porzucone
W drgawkach eksplozji
W mękach
Mieszkańcy Miasta Warszawy
Obozy śmierci czekają
Idźcie w pokoju Chrystusa
Ofiara jest spełniona
Amen


Zapamiętajmy bohaterów
Cześć im i chwała!

Z miłości, z woli, z pracy ciężkiej
Z martwych, z gruzu wstało
Dumne i piękne


Monday, July 22, 2024

Nothing

Nothing

Pewnego razu nic nie robiłem
Nie zajmowałem niczym szczególnym
Niczym się dzień ten nie wyróżniał
Nic było doświadczeniem wspólnym
Bo nie doświadczał nikt niczego
Nikt nic nie wnosił do dyskusji
I nic nikomu się nie chciało
Nawet nikomu z nikim się kłócić
Nie rozstrzygnięto żadnych sporów
Nie wyjaśniono  niejasności
Nic się niczego nie trzymało
A nawet to mięso odlazło od kości
Nic było niemal namacalne
Mogłeś je dotknąć i zobaczyć
A wszystko wokół zanikało
Nic wszystko zaczynało znaczyć
To co schodziło ze sceny świata
Robiło blade się i dalekie
Jak prześwietlone klatki filmu
Jak woda doprawiona mlekiem
Ale nikt tym się ne przejmował
Nie żywił gniewu i w niejasności
Po raz ostatni na świat spoglądał
I sam rozpadał się w nicości
Chociaż przepadły zbrodnie, draństwa
Gniew, hipokryzji całe tony
Nienawiść, zemsta, starość i śmierć
T0 nie zadzwonią miłości dzwony
Nikt już nikogo nie przytuli
Antybiotyku nie wynajdzie
W śnieg stromej nie pokona góry
I bez ambicji nigdzie on zajdzie
Śmiechem wybuchnąć już nie zdoła
Z godnością dotrwać śmierci męki
Nikomu zachwyt, piękno i chwała
Jak uścisk choć raz boskiej ręki
Wszystko zapadło się, rozpadło
I rozproszyło się i zniknęło
A to mnie w końcu obudziło
Wypełniać nic się znów zaczęło
Patrzę! Istnieje chociaż sufit
Poduszka mokra, serce sarenki
Potem zacząłem zaś rozmyślać
Popłynął w uchu dźwięk piosenki
Że nic niczego jest nie warte
Zaś wszystko warte jest wszystkiego
A niebo daje raz dziką kartę
Jednemu asa drugiemu damę
Rzadką, jedyną i bezcenną
Licytuj, rzucaj na stół i graj!
Bo wszystko znów pochłonie ciemność

Friday, July 19, 2024

Zmysły

Zmysły


Widziałem

Okradali biednego

Słyszałem

Lepkie kłamstwa do niego

Poczułem

Zapach słodki złodziei

Dotknąłem

Torów życia kolei

Smakowałem

Gorzkich resztek nadziei

Ref: Moje zmysły mnie bolą

       Weź dorośnij pierdolą

       Ja chcę czuć i smakować!

       Mocno życia próbować


Widziałem

Kopali leżącego

Słyszałem

Krzyki, błagania jego

Poczułem

Z metalu zapach krwi

Dotknąłem

Klamki, by zamknąć drzwi

Smakowałem

Strachu co we mnie śpi

Ref: Moje zmysły mnie bolą

       Weź dorośnij pierdolą

       Ja chcę czuć i smakować!

       Mocno życia próbować


Widziałem

Tych co trzymają władzę

Słyszałem 

Że już nic nie poradzę

Poczułem

Zapach mej bezsilności

Dotknąłem

Beznadziei miałkości 

Smakowałem

Ścieku co z codzienności

Ref: Moje zmysły mnie bolą

       Weź dorośnij pierdolą

       Ja chcę czuć i smakować!

       Mocno życia próbować


Widziałem

Wojnę w telewizorze

Słyszałem

Że, mnie też pożreć może

Poczułem

Swąd z palonej Warszawy

Dotknąłem

Jasnym ogniem zabawy

Smakowałem

Ostrej gniewu przyprawy

Ref: Moje zmysły mnie bolą

       Weź dorośnij pierdolą

       Ja chcę czuć i smakować!

       Mocno życia próbować

Widziałem

Zachód oraz wschód słońca

Słyszałem

Słowa prawdy do końca

Poczułem

Zapach świeżego chleba

Dotknąłem

Ciebie, kawałka nieba

Smakowałem

Właśnie tego co trzeba

Ref: Zmysły już mnie nie bolą

        A niech sobie pierdolą

        Bo ja czuję, smakuję

        Mocno życia próbuję


Stanisław Miłkowski

Warszawa 15.07.2024

Friday, July 12, 2024

Zielony

Zielony

Uważajcie!
W lesie można się zgubić...
Zielony zawrót głowy
Fatalne zauroczenie
Kolorami, zapachami, życiem
Można się zgubić
Można też c0ś zgubić
Można stracić
Ja swoje stare
Nadgryzione betonowym zębem
Miasta
Duszne od spalin
Głośne pustymi słowami
Od tłoku ciasne
A tu!
Szum delikatny
Gałęzi starych
Spokój
Czas cieknie powoli
Deszczówka po liściach
Skrapla się dostojnie
Rosą na trawie
Drzewa mądrzejsze są od ludzi
Jednak to one idą pod topór!
Drzewa piękniejsze są od ludzi
Ale to je pożera chciwy ogień!
Las schronieniem żywych
Miasto trupów żywych siedliskiem
Siadam...
Na pniu
Słucham, patrzę, wdycham, chłonę...
Wtapiam się
Stapiam się
Nie chodźcie do lasu!
Wrócicie stamtąd inni
Las wróci w was
Stanisław Miłkowski
Warszawa 12.07.2024
Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE