Trzynasty Grudnia
Tłuste, stalowe już się czołgi toczą
ZOMO z suk rzeką ciemną wypada
Wisielcem wiszą w niebie śmigłowce
Gdzie się milicja do salwy składa
W "Wujku", w kopalni strzały suche
Upiorny wizg przemknął nad uchem
Trzask jak kaszlnięcie, chyży świst
Śmierci posłanie niesie ten gwizd
I grzęźnie w czaszce grad stalowy
Z radia partyjnej szczek nowomowy
Już nie żądania z postulatów list
Jedynie ziemia tłusta od glizd
Upada górnik gromem rażony
Zaległ jak szmata w bruk rzucony
Społem z kopalni koledzy padli
Inni zamarli, z trwogi pobladli
I salwa płaczu gruchła głęboka
Po kulach kasków gapią się oka
Prosto na dziatki, żony i matki
Krwi skrzepłej, rudej kleksy siatki
Grzęzły w modlitwie, nocą nie spały
Koral pacierza raz, łez paciorki
Puchną spod źrenic sine, mokre worki
W kostnicach zwłoki same leżały
Już nie w ramionach ciepłych tajały
Ciał nagich kołdry szronu skrywały
Blade że ślubów zdjęcia zostały
Łkał tam za tatą w szkole Jaś mały
Na co dzisiejsze mu piedestały
On w łóżko moczył się przez rok cały
A jego mamie włosy zbielały
Kapie płacz ciepły z oczu kroplami
Trwożne sny płyną pod gwiazdami
Śnią się wystrzały, gazy, petardy
Już nie trzymają górnicy gardy
Kraj warczy jednym gardłowym rykiem
Gniewem jest, bólem, krwi, łez wężykiem
Zima zaległa nad zimną Polską
Kto by pomyślał, Polskie Wojsko!
Hańby do dzisiaj brud na sztandarze
Rygor rozkazu brudu nie zmaże
W krwi go jedynie da się wyprać
Oszczędź krwi Boże! Nadzieja nikła
Spadły szlabany gdzie koksowniki
Cedzą miarowo ludzkie strumyki
Blok posty pieszych skontrolują
Wszyscy jak jeden strach gorzki żują
Milicji pałki, głów, grzbietów bicie
Bo po dziesiątej wieczór chodzicie
I ścieżki zdrowia w komisariatach
Zasmakuj buta, pięści i bata
Tłuką lekarstwem, dla na bunt chorych
Milicja stoi jak semafory
Telefon zdechły, brak Teleranka
Po domach wielka trwa łapanka
Bury tłum stoi na przystankach
Śmierć nagła, krwawa choć uśpiona
W czarnych śpi lufach nie zbudzona
Drzemie z otwartym jednym okiem
Pod milicjanta czujnym więc wzrokiem
Kulisz się, wciskasz głowę w ramiona
Skórę masz szarą kameleona
Bo wkoło beton, świt wstał szary
Śnieg blady prószy na trotuary
Lud pracy Partia uczy pokory
Chory jest grudzień i świat jest chory
Kracze ponura, czarna WRONa
Kontrola rozmów jest w telefonach
Gdy z załogami władza się sprawia
Z pudła ponury spawacz przemawia
"Próbie tej musimy sprostać"
SKOTy na Wiśle blokują mosty
"Dowieść, że Polski jesteśmy warci"
Smołę gotują już tobie czarci!
Kiszczak, Siwicki, Jaruzel, Urban
A po ich rękach krew płynie brudna
Za przepych, władzę i apanaże
Strąci ich w odchłań Bóg i skarze
Nie znali zdrajcy kary na ziemi
Bo nietykalni, nie osądzeni
Żyli w dostatku w wolnej już Polsce
Wypluj ze Swoich ich ust Ojcze!
Górnicy zlegli w grudniowym boju
Odpoczywajcie w wiecznym pokoju
Stanisław Miłkowski
Warszawa 13.12.2024
No comments:
Post a Comment