Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć
Obrażam w pięciu językach
Zawsze patrzę wysoko
Mierzę w gwiazdy, hen gdzie myśli
Śmigłej, jasnej, przeczystej
Bóg zawiesił swoje oko
Znam medianę, dominantę
Liczę średnią ważoną
Samodzielnie statystyczne
Mierzę ja odchylenie
Definiuję je bez netu
Bez użycia telefonu
Wdycham czyste powietrze
I kobiece spijam perfumy
Pannom nocne niebo kreślę
Pod sukienką palcami i pod kostiumem
W bak paliwo w gardło leję
Czystej mocy oktany
I potrafię magię czynić
Inkantacji bez, bez many
Drogę zawsze biorę krętą
Lecz nie ścinam na zakrętach
Ścinam białko wrogom w żyłach
W skrzydłach chronię swe pisklęta
Latać uczę je samemu
Lecz bez wyrzucania z gniazda
Jedno mogę ci obiecać
Ze mną tylko ostra jazda
Niby morze pod księżycem
Przychodzę raz, raz odchodzę
Mówią że za dużo solę
Ale nigdy ci nie słodzę
Tańczą w głowie wolne myśli
Co ścigają gwiazdozbiory
Jak pod czarną wieżą Roland
Nauczony już pokory
Chylę czoło, kłonisz głowę
Zjednoczeni pod kocem
Wspólna noc jest ciepły koc jest
Wstyd ukryłaś pod kocem
Oddech twój wzlatuje nocą
Zimą marzną nawet gwiazdy
Marzną ptaki, marzną ludzie
Marznie w kalendarzu grudzień
Zimą ciut zaspany księżyc
Srebrny marzeń kierunkowskaz
Chmury szepczą duszy, uleć
Głowa twoja ciąży, zostań!
Jak przepastna grawitacja
Żebra tłoczy przerażenie
Kryształ kwarcu wprawia w drżenie
Każdy oddech, oka mgnienie
Księżyc mruga ślepym okiem
Sny wirują pod sklepieniem
Srebrną sufit broczy farbą
Ciebie tulę z rozrzewnieniem
Krew aortą, żyłą wrotną
Serce tłoczy z obciążeniem
I pompuje wprost do mózgu
Tętnicami ze znużeniem
W gęstym słodkim soku myśli
Jedna tonie, potem druga
W dół powieki jak zasłony
Opadają, cicho tonę
Nocy wchłania cisza długa
Na zegarze prawie druga
Utonąłem razem z tobą
Pod srebrzystym nieboskłonem
Oddech twój pod rękę wziąłem
Nastrojone kamertonem
Lecą równo, synchronicznie
Krok w krok bierzą z metronomem
Zasypiamy wraz z księżycem
Dziś snów jesteś moich domem