Thursday, January 16, 2025

Trzymaj się Mario!

Trzymaj się Mario!


Niechże Maryja
Trzyma się mocno
Bo świeże kwiaty
Rosną na wiosnę
Bo stare smutki
Rozpuszcza czas
Serce wciąż bije
Bo rośnie las
Niechże Maryja
Mocno się trzyma
Bo świeci światło
Kończy się zima
Wracają ptaki
Odpłyną chmury
Przebija słońce
Dzień szarobury
A długie nogi
Choć narowiste
Przemierzą szybciej
Dróg wyboistych
Ścieżek przez mapy
Kręte szlaki
Bo wrócą ptaki
Na papier znaki
Co raz zburzone
Znowu powstanie
Syna urodzi
Ten zmartwychwstanie
Obieca winnym
Obieca grzesznym
Miłość zwycięży
Traumy bolesne
Trawa zielona
Pokryje wzgórza
Bolesną traumę
W makach unurza
Co poniżone
Będzie wzniesione
Bóg cię Maryjo
Pojął za żonę

Stanisław Miłkowski
Warszawa 15.01.2025

Thursday, January 9, 2025

Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć

Jedno Ze Zdjęć Styczeń Dwadzieścia Pięć Obrażam w pięciu językach Zawsze patrzę wysoko Mierzę w gwiazdy, hen gdzie myśli Śmigłej, jasnej, przeczystej Bóg zawiesił swoje oko Znam medianę, dominantę Liczę średnią ważoną Samodzielnie statystyczne Mierzę ja odchylenie Definiuję je bez netu Bez użycia telefonu Wdycham czyste powietrze I kobiece spijam perfumy Pannom nocne niebo kreślę Pod sukienką palcami i pod kostiumem W bak paliwo w gardło leję Czystej mocy oktany I potrafię magię czynić Inkantacji bez, bez many Drogę zawsze biorę krętą Lecz nie ścinam na zakrętach Ścinam białko wrogom w żyłach W skrzydłach chronię swe pisklęta Latać uczę je samemu Lecz bez wyrzucania z gniazda Jedno mogę ci obiecać Ze mną tylko ostra jazda Niby morze pod księżycem Przychodzę raz, raz odchodzę Mówią że za dużo solę Ale nigdy ci nie słodzę Tańczą w głowie wolne myśli Co ścigają gwiazdozbiory Jak pod czarną wieżą Roland Nauczony już pokory Chylę czoło, kłonisz głowę Zjednoczeni pod kocem Wspólna noc jest ciepły koc jest Wstyd ukryłaś pod kocem Oddech twój wzlatuje nocą Zimą marzną nawet gwiazdy

Marzną ptaki, marzną ludzie

Marznie w kalendarzu grudzień Zimą ciut zaspany księżyc Srebrny marzeń kierunkowskaz Chmury szepczą duszy, uleć Głowa twoja ciąży, zostań! Jak przepastna grawitacja Żebra tłoczy przerażenie Kryształ kwarcu wprawia w drżenie Każdy oddech, oka mgnienie Księżyc mruga ślepym okiem Sny wirują pod sklepieniem Srebrną sufit broczy farbą

Ciebie tulę z rozrzewnieniem

Krew aortą, żyłą wrotną Serce tłoczy z obciążeniem

I pompuje wprost do mózgu

Tętnicami ze znużeniem W gęstym słodkim soku myśli Jedna tonie, potem druga W dół powieki jak zasłony

Opadają, cicho tonę

Nocy wchłania cisza długa

Na zegarze prawie druga

Utonąłem razem z tobą

Pod srebrzystym nieboskłonem

Oddech twój pod rękę wziąłem

Nastrojone kamertonem

Lecą równo, synchronicznie

Krok w krok bierzą z metronomem

Zasypiamy wraz z księżycem

Dziś snów jesteś moich domem

Copy ENABLE FOR MOBILE TEMPLATE