Psalm Sześćset Sześćdziesiąty Szósty
Czemu za wolność męki się płaci
Rozstanie ceną za cud miłości
Przychodzi zawsze ból po ekstazie
Proste się nudzą przyjemności
Owocem bywa strach ciekawości
Zerwanym z drzewa złych wiadomości
Złowróżbnym echem prosto z przyszłości
Kolce ukryte w rzeczywistości
Szaleństwo czuwa tuż za jej progiem
Umysł na progu złamać jak nogę
Przebyć granicę i ruszyć w drogę
Na zawsze żegnać się z dobrym Bogiem
Uchodźcą zostać z tej codzienności
Wyrzutkiem obcym dla społeczności
Wędrowcem szlakiem wprost ku nicości
Z rozpadem własnej osobowości
Gnijącym ego, podświadomością
Min pełną, wspomnień, duchów przeszłości
Ciemności dziecię a nie światłości
Abortowane już z powszedniości
W dolinę cudów, mrocznej wolności
Żuć gorzki żółci kwiat konieczności
Buja pokładem sztorm jak pijany
Od ściany miota do drugiej ściany
Zatopił okręt sternik zbłąkany
Pod niebem rudym, krwią malowanym
Nabitym gwoździ z lodu gwiazdami
Ciężkim jak granit, jak zguba tanim
Gdzie chrzęści z chęci żwir pod stopami
I lawa płynie gdzie szczelinami
Tron tam żelazny, Pan Nad Duchami
Złymi Bytami zasiada na nim
W stalowe chmury bodzie rogami
Jak czarna dziura wierci oczami
Z mosiądzu krzesze skry kopytami
Mieląc młyńskimi kół zębiskami
W trującą mąkę zepsute dusze
Larwy te truchła te karalusze
Przegniłe martwe resztki napuchłe
W pył ściera jedno truchło za truchłem
Białe robale, tłuste ma wargi
Szkarłatny jęzor, proporzec długi
To jemu spłaca się stare długi
On się rozlicza z potępieńcami
Wloką okowy, brzdęk kajdanami
Rytmicznie dzwonią dzyń! łańcuchami
Jęki unoszą się oktawami
Płyń zatem pieśni nad pieśniami!
Warszawa 22.02.2025
